O pogodzie, tropikalnych wyspach i badaniach prenatalnych

Latem zeszłego roku pojechaliśmy na tydzień do Davos. Przez cały lipiec w Zurychu panowały nieznośne upały, więc z utęsknieniem myśleliśmy o cieszeniu się słońcem na alpejskich łąkach. Zarezerwowaliśmy nocleg, spakowaliśmy walizki i wyruszyliśmy w drogę. Kiedy po  dwóch godzinach dotarliśmy na miejsce z zaskoczeniem odkryliśmy, że jest szaro, buro, zimno i pada. W planach mieliśmy wjechanie kolejką do połowy jednej z okolicznych gór i godzinny spacer po lesie. Klucze do wakacyjnego mieszkania mogliśmy dostać dopiero po południu, więc chcąc nie chcąc zdecydowaliśmy się na wędrówkę. Ubrałam dzieci bardziej odpowiednio do pogody. W jedyną parę długich spodni. Polary. Cieniutkie kurteczki przeciwdeszczowe. Czapeczki przeciwsłoneczne i kaptury. Dobrze chociaż, że ich buty nadawały się na każdą pogodę!

Padać trochę przestało, nad drzewami unosiła się mgła. Las był piękny i tajemniczy. Krople na płatkach górskich kwiatów. Powietrze świeże i czyste. Rączki dzieci lodowate.

Było fajnie i nie żałujemy. Nikt się nie rozchorował, nikt nie ucierpiał. Ale, patrząc z perspektywy czasu:

Mogłam sprawdzić prognozę pogody.

Gdyby jakiś doświadczony turysta powiedział wam: prognoza pogody jest tylko dla cieniasów, tylko dla tych, którzy szukają wymówki, by nie jechać albo są zbyt leniwi by stawić czoła przeciwnościom przyrody - to popukałybyście się w czoło. Sprawdzamy pogodę nie po to, by zdecydować, czy jedziemy, czy nie - tylko po to, by się odpowiednio przygotować.

Jasne, jeśli się okaże, że akurat jest poważne ryzyko trzęsienia ziemi albo właśnie zaczyna się powódź, to mogę uznać, że rozsądniej jest nie jechać. Pewnie, że niektórych deszcz i brak słońca mogą zniechęcić. Ale przecież to nie jest jedyny wybór! To nie tak, że tylko wóz albo przewóz.

Gdybym wiedziała, że w Davos będzie 10℃ i deszcz, to wzięłabym dzieciom kilka par spodni, a nie jedną. Wzięłabym parę cieplejszych koszulek, żeby nie musieli dzień w dzień w tych samych polarach chodzić. Sprawdziłabym atrakcje pod dachem. Zmieniłabym trochę swoje oczekiwania, z “będziemy się wygrzewać wśród kwiatów” na “przejdziemy się po pięknym mokrym lesie, a potem wypijemy kakao”. I też byłoby fajnie - tylko odrobinę łatwiej i bezpieczniej.

Myślicie sobie może: ha! prognozy pogody są zawodne, zawsze może padać, trzeba być przygotowanym tak czy siak na najgorszą opcję. Ale to nie tak. Po miesiącu upałów byłam przygotowana na “najgorszą opcję” - wzięłam nieprzemakalne kurtki. I długie spodnie - wygrzebałam je z dna szuflady, bo dawno nie były potrzebne. Jeśli ryzyko załamania pogody wydaje nam się malutkie - naprawdę nie ma sensu pakować połowy szafy.

Mój błąd nie polegał na tym, że się nie przygotowałam. Polegał na tym, że źle oceniłam szanse nieprzychylnych warunków atmosferycznych.

***
Łatwo jest rozmawiać o uwzględnieniu prognozy pogody, trudniej jest się przygotować na poważne przeciwności losu - na przykład na narodziny dziecka z wadą genetyczną.

Rozmawiałam ostatnio z koleżanką o badaniach prenatalnych. Przez chwilę narzekałam, że lekarze często zupełnie nie rozumieją, co oznacza taka albo inna skuteczność testu i jak się to przekłada na rzeczywiste ryzyko. Na to koleżanka mi uświadomiła, że dla wielu pacjentek (i ich partnerów, bo to przecież sprawa dotycząca obojga przyszłych rodziców), te szanse i ryzyka, te numerki i procenty, niewiele znaczą. “Ryzyko 0,1%” i “ryzyko 50%” czytają: “Bla, bla, bla, nie wiadomo co będzie, może się urodzić chore albo zdrowe, nie wiadomo, tak czy siak trzeba się przygotować”. Jeśli tak rozumiemy wyniki, to trudno się dziwić, że wykonywanie badań prenatalnych traci sens!

Parę tygodni zastanawiałam się, jak tę różnicę wytłumaczyć. Intuicyjnie lepiej wyczuwamy prawdopodobieństwo zjawisk, które pojawiają się często. Kiedy rzucasz monetą, to wiesz, że może wypaść orzeł albo reszka, i że raz będzie tak, albo tak. Kiedy wyciągasz kartę z talii, to może się trafić, że to będzie as kier - ale nie bardzo w to wierzysz.

Ale dziecko rodzi się rzadko - raz, może dwa, może trzy w ciągu życia. Ciężko jest mieć jakąkolwiek intuicję na ten temat oprócz “Może być tak albo siak”.

W głowie sobie ułożyłam parę historii, które może pomogą te szanse i ryzyka zrozumieć, może pomogą je oswoić. Jedną opisałam poniżej. Poczytajcie.

***

Wyobraź sobie, że planujesz własne wesele i ostatecznie wasz wybór padł na cudowną tropikalną wyspę, z palmami, żółciutkim piaskiem i lazurową wodą. Miejsce jest prześliczne, idealne na przyjęcie pod gołym niebem. Eleganckie stoły ogrodowe ozdobione egzotycznymi kwiatami, ekskluzywne drinki, delikatny, lekki tort owocowy… Cudownie.

Wtedy uświadamiasz sobie, że może spaść deszcz.

Czy jest sens martwić się deszczem? Pytasz wynajętą organizatorkę imprezy. Otóż deszcz na tej wyspie pada raz na 3 lata. RAZ na TRZY LATA. To naprawdę rzadko. Na tyle rzadko, że nie ma sensu o tym myśleć (bo, jak zapewnia cię organizatorka, większe jest ryzyko trzęsienia ziemi, nie wspominając o tym, że narzeczony mógłby jednak się rozmyślić).

No sama pomyśl - jeśli deszcz zdarza się raz na 3 lata, to raczej nie zdarzy się w twoje wesele, prawda? Oczywiście każda z nas myśli “jasne, znając moje szczęście, na pewno spadnie właśnie wtedy” - ale to tylko takie myślenie, żeby nie zapeszyć. W rzeczywistości ciężko nam w to wierzyć.

(Uwaga na marginesie: jeśli masz 40 lat, to od organizatorki usłyszałabyś, że pada raz na 3 miesiące. Jak wtedy zmieniłoby się Twoje patrzenie na sprawę?)

Kiedy już wszystko jest ustalone, goście zaproszeni, menu dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, organizatorka delikatnie sugeruje, żeby zadzwonić do biura meteorologicznego.
Po co??? Przecież wesele odbędzie się tak czy siak, przecież nie odwołacie ślubu tylko dlatego, że może być zła pogoda. Jaki jest sens w ogóle cokolwiek sprawdzać? Przecież ty wiesz, że może padać, wiadomo, w życiu różnie bywa.

Mimo to dzwonicie.

Jeśli odpowiedzą, że prawie na pewno nie będzie padać - nic się w sumie nie zmienia. Może jesteś spokojniejsza (o ile możliwość deszczu w ogóle zajmowała twoje myśli), ale poza tym wszystko idzie jak dawniej.

Jednak naczelny meteorolog tej tropikalnej wyspy przekazuje mniej optymistyczne informacje. Będzie padać. Albo w dzień ślubu, albo dzień później. Tego drobiazgu nie jest pewien.

(Kolejna uwaga na marginesie: jeśli masz 40 lat, to odpowiedziałby, że będzie padać przez prawie cały ten tydzień, kiedy masz wesele - z wyjątkiem jednego dnia.)

Z bijącym sercem mówisz organizatorce, że nie zmienisz swoich weselnych planów. Ona zapewnia cię, że decyzja należy do ciebie, i że będzie cię wspierać niezależnie od tego, co zdecydujesz. I zabieracie się do pracy.

Dowiadujecie się, jak silny może być ten deszcz. Czy będą duże fale? Czy temperatura się zmieni? Czy to tylko nieprzyjemność, czy też istnieje jakieś niebezpieczeństwo dla gości?

Zamawiacie solidny namiot, który można będzie w razie czego rozstawić. Wypożyczacie 150 kolorowych parasolek dla gości. Przygotowujecie wodoodporne szafki, żeby można w nich było schować cenne rzeczy. Ostrzegacie gości, że może być mokro - i że macie wszystko pod kontrolą. Trochę inne teraz macie oczekiwania na temat udanego przyjęcia.

Przygotowujecie się.

Robicie dużo rzeczy, o których byście nawet nie pomyśleli, gdybyście nie sprawdzili prognozy pogody. Rzeczy, dzięki którym jest większa szansa, że wszystko dobrze się skończy.

Może pogoda będzie cudowna i żadne z przygotowanych środków ostrożności się nie przydadzą. Jacy wtedy będziecie szczęśliwi, wiedząc, że mogło nie być tak lekko!

A może jednak trafi się wam oberwanie chmury. I nawet jeśli szok będzie większy, niż się spodziewaliście, to będziecie dumni z siebie, że wiecie co robić, że macie dla wszystkich parasole i “Plan B”, który można wcielić w życie. I będziecie sobie myśleć - jak dobrze, że zadzwoniliśmy, że nie spadło to na nas znienacka.

***

Jeśli masz mniej niż 40 lat, ryzyko, że dziecko urodzi się z wadą genetyczną jest takie, jak deszcz na wyspie, gdzie pada raz na 3 lata.

Nie ma sensu się tym ryzykiem martwić, nie ma też sensu robić dodatkowych badań, jeśli miałoby to oznaczać dodatkowe koszty, wysiłek czy wyrzeczenia.

Ale jeśli badania możesz zrobić tanio i bez problemu - to może warto? Nawet jeśli aborcja na pewno nie wchodzi w grę.

Bo jeśli odpowiedź będzie negatywna, to tak, jakbyś usłyszała, że deszcz spadnie tego dnia - albo następnego. Nie masz pewności. Ale wiesz, że powinnaś się przygotować. I warto sobie (i dziecku!) dać tę szansę.

Jeśli masz więcej niż 40 lat, to ryzyko jest jak deszcz na wyspie, gdzie pada raz na 3 miesiące. A odpowiedź negatywna oznacza: będzie padało przez cały tydzień, z wyjątkiem jednego dnia. Być może to będzie akurat “twój” dzień - nie wiadomo.
Tak samo - możesz się przygotować.

***

P.S. Nie mam ani wystarczającej wiedzy, ani doświadczenia by doradzać komuś cokolwiek w związku ze zdrowiem własnym, zdrowiem płodu czy dziecka. Znam się tylko na numerkach i jedyne co mogę zrobić, to wytłumaczyć, co dane procenty znaczą. Każdy musi podjąć decyzję sam - ale warto rozumieć, co oznaczają wyniki, na podstawie których tę decyzję się podejmuje.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku