Scieżka Planet

Jeśli kiedyś będziecie w Zurychu, to koniecznie wybierzcie się na Ścieżkę Planet (Planetenweg) pomiędzy Uetlibergiem a Felsenegg. To jest najlepszy sposób na uświadomienie sobie wielkości i proporcji naszego Układu Słonecznego - coś, co bardzo trudno sobie samemu wyobrazić czytając jakieś numerki: odległości albo średnice.
Wycieczka jest prosta i nie bardzo męcząca (idzie się prawie cały czas po grzbiecie, nie ma stromych podejść). Z dworca głównego dojeżdżamy w 20 minut linią S10 pod szczyt (ok. 800 m. n.p.m) górujący nad Zurychem. Stamtąd podążamy za żółtymi tabliczkami w kierunku Felsenegg.
A tych, którzy nie mają w planach wycieczki do Szwajcarii w najbliższym czasie zapraszam na krótką wycieczkę fotograficzną.
Wszystkie modele są dokładnie miliard razy mniejsze od rzeczywistych obiektów. Miliard - czyli 1 000 000 000 razy. Odległości są zachowane - każdy krok (metr) to milion kilometrów. Idąc spokojnym krokiem będziemy poruszać się dwa razy szybciej niż światło :)

Zaczynamy od Słońca. Słońce wygląda o tak:
Słońce. Pomniejszone miliard razy.

Parę kroków dalej natykamy się na Merkurego:
Merkury. Ta kuleczka koło mojego palca.

Odeszliśmy naprawdę tylko kilkadziesiąt metrów od Słońca, spójrzcie:
Tablica z Merkurym. W dali Słońce.


Przyjrzyjcie się uważnie, widzicie gdzie jest nasza gwiazda? Każdy metr to milion kilometrów w rzeczywistości.
Idziemy dalej. Wenus.

Wenus.

Znowu parę kroków i znajdujemy Ziemię.

Taka duża jest Ziemia. Porównaj ze Słońcem!

Obok naszej planety oczywiście Księżyc. Bliziutko:

Księżyc obok Ziemi. Mały.

A teraz zobaczcie potęgę tej instalacji. Łatwo zapamiętać ten obrazek, prawda? Ja bez trudu mogę sobie przypomnieć, jak daleko od siebie były te kuleczki. Jakieś 30-40 cm - prawda? Metr to milion kilometrów - więc z Ziemi musi być do Księżyca kilkaset tysięcy kilometrów. Zgadza się? Nie trzeba się uczyć na pamięć - po prostu się to wie i już :)

W międzyczasie Słońce nam już znikło za drzewami (jakieś 150 metrów stąd). Wobec tego będzie jeleń (bez związku z planetami, ale ładny):

Jeleń na Uetlibergu. NIE jest planetą.

Tu jest taki moment, kiedy trzeba dobrze skręcić (uważnie patrzcie na żółte tabliczki, trzeba podążać za znakiem "Planetenweg", pierwszy zakręt w prawo!), potem idziemy piękną ścieżką wśród drzew i znajdujemy Marsa:

Mars. Widzicie, że mniejszy od Ziemi, ale większy od Księżyca?

Idziemy dalej. Jest ładnie:

Ścieżka. Latarnia. A w kosmosie w tym miejscu PUSTO.

Po drodze mijamy Ceres - planetoidę, która jest za mała by nosić chlubne miano planety:

Ceres. Trzeba się dobrze przyjrzeć by go (ją?) zobaczyć.


Przy okazji spaceru z dziećmi człowiek sobie uświadamia, że wcale nie jest oczywiste, że Wenus jest kobietą, a Mars mężczyzną. Znaczy się, z mitologii to jasno wynika, a nie z samych słów. Córka najpierw powiedziała "Ciekawe jak jest na Wenusie" a jak ją poprawiłam, to zapamiętała i ucieszyła się, że "Doszliśmy do Mars".

W tym miejscu kończy się zagęszczenie planet. Teraz będzie trzeba trochę przejść, by znaleźć następne ciało niebieskie.
- Mamo, co teraz będzie?
- Jowisz.
- Nie! Powiedz mi na ucho, tak żeby Siostra nie słyszała!
Mówię na ucho.
- Siostra, słyszałaś co będzie następne?
- Teraz nie, ale słyszałam jak mama wcześniej mówiła.
- I pamiętasz jeszcze?
- Tak.
Chwila ciszy. Idziemy dalej.
- Nadal pamiętasz?
- Tak.
Ciesza.
- Siostra, powiesz mi jak już zapomnisz?

Nie powidziała. Syn zapomniał, że miała nie pamiętać. Znaleźliśmy Jowisza:

Jowisz. Duży, nie?

Nasza trasa na schematycznej mapce wygląda tak:



Teraz szukamy Saturna, a w międzyczasie podziwiamy widoki:

W połowie drogi. Pod tą wysoką wieżą było Słońce.

Widzicie tę czerwono-białą wieżę telekomunikacyjną? Stamtąd zaczynaliśmy, tuż obok niej był model Słońca.

Znajdujemy planetę z pierścieniem. Azor się na nią wdrapuje:

Saturn. Na pierścieniu Azor.

Też duży, prawda? Sporo większy od Ziemi.

Jezioro Zuryskie

Robimy przystanek na ławeczce z widokiem i zjadamy kanapki.

Zurych

Wreszcie znajdujemy Uran:

Uran.

Idziemy dalej. Tutaj jest drugie miejsce gdzie trzeba się pilnować i wybrać szeroką drogę zamiast ciekawszej wąskiej ścieżki po grzbiecie - bo inaczej ominiemy kolejną planetę.

Gdzieś w połowie drogi.

Strasznie duży ten Układ Słoneczny. Idziemy i idziemy. Znajdujemy Neptuna:

Neptun. BARDZO daleko od Słońca.

Pamiętacie? Słońce było pod tą wysoką wieżą!

Jeszcze gdzieś tam na obrzeżach krąży Pluton - ale jakoś nie zrobiłam mu zdjęcia. Był wielkości Ceres i w kilku egzemplarzach - bo czasem jest bliżej słońca, a czasem dalej.

Doszliśmy do górnej stacji kolejki linowej na Felsenegg. 5 minut dalej jest jeszcze restauracja oraz plac zabaw - z dziećmi warto zajrzeć. Kolejka jeździ co 15 minut do Adliswil, stamtąd linią S4 wraca się do Zurychu. Po drodze można zobaczyć całą trasę z okna pociągu.

Pamiętacie, że poruszaliśmy się dwa razy szybciej niż światło? Na koniec Układu Słonecznego doszliśmy w jakieś 2 godziny...

P.S. Ceres okazała się kobietą. Sprawdziłam. Inaczej Hera albo Demeter.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku