Ogry i wampiry

Jeśli kto tak uderzy kogoś, że uderzony umrze, winien sam być śmiercią ukarany. [...] Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec.

6 tydzień ciąży. 12mm długości. Zdjęcie archiwalne (dziecko już dawno się urodziło).

Że co? Oko za oko, ząb za ząb, 20 miedziaków za poronienie? Oj, tam, dziecko straciła, ale krzywda się przecież żadna nie stała.
Nie. Po prostu nie.
Dzisiaj dla odmiany chciałam się skupić na tym, co nas wszystkich łączy. Proszę przeczytaj poniższe z dobrą wolą. Nie skupiaj się na tym, czego nie ma. Starałam się opisać to, z czym wszyscy się zgadzamy - siłą rzeczy więc kwestie sporne pomijam.
Życie zarodka i płodu uznajemy za ważne. Bardzo ważne. Nawet najbardziej zagorzały zwolennik pro-choice nie uzna pobicia ciężarnej za sprawę małej wagi. Nikt z zewnątrz nie ma prawa działać na szkodę rozwijającego się w macicy człowieka. Nikt nie ma prawa narażać ciężarnej na szkodę. Nikt nie ma prawa ryzykować życiem płodu/zarodka.
Poronienie jest smutnym i bolesnym doświadczeniem. Dziecko, którego ktoś się spodziewał, nie urodzi się. Niedoszli rodzice mają prawo przeżywać to zdarzenie w sposób, który dla nich będzie najodpowiedniejszy. Dla nikogo z zewnątrz nie może to być powód do radości ani nawet do wzruszenia ramionami.
Jeśli jesteś w ciąży masz prawo oczekiwać, że ludzie dookoła pomogą ci dbać o rosnące w tobie dziecko tak, jak dbaliby o noworodka. Że będziesz miała dostęp do profesjonalnej opieki zdrowotnej. Że będziesz informowana o stanie zdrowia potomka. Że lekarz dołoży wszelkich starań, by płód rósł zdrowo i mógł się urodzić szczęśliwie.
Jeśli ktoś się decyduje na dziecko, to ma obowiązek wziąć za nie odpowiedzialność. Jeśli kobieta chce urodzić dziecko, to mamy prawo oczekiwać od niej pewnych wyrzeczeń. Że będzie unikać alkoholu. Że będzie regularnie odwiedzać lekarza. Że będzie, na tyle na ile potrafi, zapewniać dobry rozwój człowiekowi, który ma się urodzić. Że będzie o płód dbać.
Kobieta ma prawo decydować o swoim życiu, zdrowiu i płodności.
Ma prawo nie chcieć mieć dzieci. Nikt nie ma prawa zmusić kobietę, by zaszła w ciążę. Nikt z zewnątrz nie ma prawa wywierać na nią presji, by w ciążę zaszła. Jeśli kobieta jest w związku, to oczywiście zależy od tego, jak para uzgodniła tę kwestię między sobą. Jednak nawet kiedy umówili się, że pójdą w ślady Skrzetuskiego, mężczyzna nie ma prawa kobiety do ciąży zmusić (pomimo że słusznie czuje się oszukany).
Ma prawo mieć jedno dziecko. Albo dziesięcioro. Nikt nie ma prawa bez jej zgody trwale lub czasowo pozbawić ją możliwości zajścia w ciążę. Nikt nie ma prawa zmusić kobietę do usunięcia ciąży, ani siłą ani poprzez wywieranie na nią presji. Kobieta ma prawo urodzić dziecko, nawet jeśli nie było planowane, nawet jeśli poczęło się z gwałtu, nawet jeśli jest chore. Nawet jeśli sama nie ma pieniędzy. Nawet, jeśli inni uważają, że to głupie. Nawet jeśli to jest obiektywnie głupie.
Kobieta ma prawo decydować, co jest dla jej dziecka najlepsze. Ona najlepiej wie, na jakie wyrzeczenia jest gotowa. To prawda - jeśli kobieta chce dziecko urodzić, to automatycznie godzi się na pewne poświęcenie. Ale jednocześnie musimy zaakceptować, że tylko ona wie, jakie. Jest odpowiedzialna za dwie osoby równocześnie: za siebie i dziecko, i musi znaleźć równowagę między tym, co jest najlepsze dla płodu i tym, co najlepsze dla niej. Zgadzamy się, że kobieta najlepiej będzie wiedziała, jak wybrać i jedyne co możemy zrobić, to zapewnić jej dostęp do potrzebnych informacji.
Z tym wszystkim się zgadzamy, prawda?
***
Jedyna kwestia sporna to pytanie, co jest ważniejsze:
  • prawo zarodka/płodu do życia
  • prawo kobiety do decydowania o swoim ciele, zdrowiu i życiu
Tyle. To jest jedyna sprawa, w której są wątpliwości. Dwie wartości, obie bardzo ważne. Która jest ważniejsza? W tej bardzo konkretnej sytuacji: w przypadku niechcianej ciąży.
To nie jest wojna pomiędzy ogrami zjadającymi różowe bobaski na śniadanie a wampirami rozkoszującymi się torturowaniem kobiet. Tak, to kuszące by trochę podkolorować opinie drugiej strony, troszeczkę naciągnąć fakty, żeby było bardziej jasne, że to “my” mamy rację, a nie ci źli “oni”. Ale to nie jest taka wojna.
To jest różnica zdań pomiędzy stronami w pełni akceptującymi ważność pewnych wartości, a niezgadzającymi się tylko, która z tych wartości powinna być wybrana w pewnej, dobrze określonej, sytuacji.
Obie strony zgadzają się, że życie zarodka i płodu jest ważne. Obie strony zgadzają się, że kobieta ma prawo do decydowania o najważniejszych sprawach w jej życiu. Obie strony chcą dobrze rozstrzygnąć konflikt wartości.
Nie ma dwóch stron barykady. Nie ma barykady. Jest chwiejna waga, którą próbujemy ustabilizować. Niektórym z nas się wydaje, że cięższa jest szalka z prawej strony, innym - że z lewej. Oczyma duszy widzimy, jak szalka “po naszej stronie” opada. Ale opada nie dlatego, że po jednej stronie jest 100 kamyków, a po drugiej nie ma żadnego. Opada, bo po jednej stronie jest ich 51 a po drugiej 49. Albo może odwrotnie? Kto wie.
Tak, to ma ogromne znaczenie, którą stronę wybierzemy. Zły wybór wiąże się z krzywdą i cierpieniem wielu ludzi. Dlatego musimy rozstrzygnąć dobrze. Dlatego nie możemy wybrać pochopnie. Dlatego powinniśmy się dwa razy zastanowić, nim powiemy “Ma być tak i już!”
Nie dajmy sobie wmówić, że to jest walka. My nie jesteśmy przeciwko sobie. Jesteśmy razem. Wspólnie próbujemy ustalić, co jest ważne. Dlatego musimy się szanować. Słuchać siebie nawzajem. Próbować zrozumieć. Jesteśmy razem.
Jesteśmy sobie potrzebni. Właśnie po to, by ten konflikt wartości rozstrzygnąć dobrze. By nie pominąć jakiegoś argumentu, by nie zignorować ważnego aspektu, nie zapomnieć o rzadkim wyjątku. By nawzajem się upominać, gdy ktoś za bardzo się rozpędzi w którąś stronę.
Nie dajmy sobie wmówić, że jest strona Zła i strona Dobra. To prawda - tylko jedna strona może mieć rację. Nie wiemy która. Pewnie, każdy z nas sobie myśli: “To oczywiste, że słuszność jest po naszej stronie”. Ale to tylko oznacza, że jesteśmy bardzo mocno przekonani, że w tym konflikcie przeważy jedna z wartości, ta nam bliższa. Zapominamy, że jak przeważy, to o odrobinkę. O dwa kamyki.
W naszej wyobraźni jedna szalka opadła - ale wiecie co? Wcale nie jest trudno pomylić się o dwa kamyki.
***

W kolejnych wpisach będę się starała pokazać, gdzie dokładnie jest tych kilka małych kamyków, które mogą przeważyć szalę w jedną albo drugą stronę. Nie podam jedynej słusznej odpowiedzi. Nie powiem, które kamyki ważą więcej (bo nie wiem). Ale może - taki jest mój cel - uda mi się pokazać, jak bardzo te kamyczki są małe. Jak niewiele dzieli jedną stronę od drugiej. I że nasze zadanie, to nie kłócić się, tylko próbować nawzajem zrozumieć. Każda ze stron posiada kawałki układanki. Tylko słuchając siebie nawzajem możemy je złożyć w całość.



Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku