Woda butelkowa

W pewnej Firmie pracownicy mogą się w czasie pracy częstować napojami z lodówki. Coca-cola, ice tea, oranżada, Red Bull, woda zwykła i gazowana - takie rzeczy.
Któregoś razu w Firmie pojawiła się grupa aktywistów, którzy stanowczo sprzeciwili się idei oferowania przez Firmę butelkowanej wody. “To bez sensu” - mówili. “Woda z kranu jest równie dobra. Firma marnuje masę pieniędzy na zakup wody w butelce, środowisko jest niszczone przez spaliny samochodów dostawczych i przez plastikowe butelki. Usuńmy wodę z lodówek!”. Ten ruch zdobył spore poparcie, bo w Firmie pracowało wiele osób przejmujących się ochroną planety. Oczywiście nie obyło się bez głosów sprzeciwu - woda w plastikowej butelce jest wszak wygodna. “Ale czymże jest wasza wygoda wobec ton śmieci i zmarnowanych pieniędzy!” - wołali przeciwnicy butelkowanej wody.


Fot. T. Pylak
Cóż było robić? Najpierw Firma postawiła koło lodówek wielorazowe butelki - żeby można było sobie nabrać wodę z kranu, a po zużyciu włożyć do wspólnej zmywarki. To trochę zmniejszyło zużycie butelkowanej wody z lodówki - ale za mało. Aktywiści chcieli więcej.
No więc w jednym ze swoich budynków Firma usunęła wszystką wodę z lodówek, w zamian za to zachęcając do picia wody z kranu - ale po cichu monitorowała, co się dzieje. Jakie były skutki?
Otóż praktycznie nie zmieniła się ilość osób, które piły wodę z kranu - butelki wielorazowe wcale nie stały się bardziej popularne. Za to znacząco wzrosła konsumpcja słodkich napojów. Po prostu pracownicy zamiast wypijać dziennie 100 butelek wody i 100 butelek coli - wypijali 200 170 butelek coli. Nie dość więc, że wcale prawie nie zmniejszyła się ilość wyrzucanego plastiku ani ekologiczne koszty dostarczania napojów - to na dodatek pracownicy zaczęli pić rzeczy droższe i gorsze dla ich zdrowia.
Woda w butelkach wróciła do lodówek.
Od czasu do czasu pojawia się w Firmie nowy pracownik, który rzuca hasło:
– Czemu Firma oferuje wodę w butelce? To bez sensu! Precz z butelkami!
– Dlaczego uważasz, że powinniśmy zabronić wody? – pytają go niewinnym tonem doświadczeni Firmowcy.
– Bo plastik jest zły! Bo środowisko! Bo bez sensu wodę wozić! Marnowanie pieniędzy! – odpowiada Nowy z przejęciem.
– Widzisz - my też dbamy o środowisko. Nam też zależy na tym, by mniej było śmieci i spalin. Też nam zależy, by to miało sens finansowy. I właśnie DLATEGO woda w butelkach jest w lodówce – i pokazują mu wyniki wcześniejszego eksperymentu.
Nowy je czyta, potem myśli, myśli, myśli, aż wreszcie mówi “Acha”. W ramach protestu napełnia wodą wielorazową butelkę, ale już nie próbuje zabronić wody w lodówce.*
***
W kwestii aborcji pojawiają się trzy pytania, które często zlewają się ludziom w jedno - a nie powinny. Bo to są różne pytania i odpowiedzi na nie mogą być całkiem inne.
  1. Czy gdybym ja sama znalazła się w sytuacji niechcianej ciąży - czy mam moralne prawo ją usunąć?
  2. Czy jeśli ktoś inny jest w niechcianej ciąży - czym mam prawo mu uniemożliwić jej usunięcie?
  3. Czy prawo zabraniające dostępu do aborcji (na żądanie, bez względu na powód) jest dobre?
Do dwóch pierwszych pytań jeszcze wrócimy, a teraz spróbujemy zająć się tym trzecim.
Załóżmy, że usunięcie ciąży jest złe i że możemy odebrać kobietom prawo do aborcji. Naszym zadaniem jest więc skonstruowanie prawa, dzięki któremu aborcji będzie jak najmniej. Nie - prawa, które pozwoli nam się dobrze poczuć. Nie - prawa, które będzie ładnie wyglądało na papierze.
Ale… Przecież jak zakażemy aborcji, to jej nie będzie - prawda? Więc zmniejszymy liczbę aborcji do zera, czyli osiągniemy swój cel. Gdzie w takim razie tkwi problem?
Otóż wcale nie jest oczywiste, że zakaz aborcji zmniejsza ilość aborcji. Przede wszystkim dlatego, że aborcja, choć nielegalna, jest jak najbardziej dostępna - za granicą, w podziemiu oraz domowymi sposobami. No, ale przecież jak jeden ze sposobów aborcji (legalny) usuniemy, to będzie ich mniej? Niekoniecznie.
A może gdyby kobiety miały dostęp do legalnej aborcji i miały czas zastanowić się w spokoju, czy to jest to czego chcą - to nie decydowałyby się na pierwszego lekarza od “wywoływania miesiączek” w obawie, że potem może im się już nie udać?
A może gdyby kobiety mogły poważnie porozmawiać z lekarzem o swoich wątpliwościach i obawach, to nie zdecydowałyby się na wyjazd do kliniki w Niemczech? Ciężej jest się wycofać z zabiegu, na który wydało się połowę pensji i przejechało kilkaset kilometrów.
A może gdyby kobiety, które wiedzą na pewno, że chcą usunąć, nie bały się o tym rozmawiać - to część zmieniłaby zdanie?
A może gdyby kobiety traktowały aborcję jako realną opcję, to miałyby tę kwestię przemyślaną przed ewentualną niechcianą ciążą i nie działałyby w panice i pod wpływem emocji?
A może gdyby kobiety miały świadomość, że o swoim potomstwie decydują same, a nie państwo, to bardziej odpowiedzialnie traktowałyby kwestię usuwania ciąży?
A może danie ludziom wyboru sprawiłoby, że poczuliby że to oni, a nie państwo, są odpowiedzialni za decyzje o potomstwie - i podejmowaliby je bardziej racjonalnie?
A może gdyby aborcja była legalna, to więcej ludzi (organizacji rządowych i religijnych) skupiłoby się na edukacji i zapobieganiu ciąży oraz na wspomaganiu rodzin, w których dzieci się urodziły - i byłoby mniej i niechcianych ciąż, i sytuacji, w których ciąże są niechciane?
A może gdyby aborcja była legalna, to mniej osób decydowałoby się na emigrację do krajów gdzie mają wybór - i w Polsce rodziłoby się więcej dzieci?
A może gdyby aborcja była legalna, to kilka osób mniej rocznie popełniałoby samobójstwo?
A może to jest dokładnie tak samo jak z butelkowaną wodą w lodówkach - może zakaz nie powoduje, że problem przestaje istnieć, tylko ludzie wybierają alternatywę, która ma wszystkie wady poprzedniego rozwiązania, a na dodatek jest droższa i bardziej szkodliwa dla zdrowia?
***
Nie znam odpowiedzi na wszystkie te pytania. Ale żeby móc stanowić prawo - co do wszystkich trzeba mieć przynajmniej dość mocną pewność. A co najmniej trzeba się nad nimi solidnie zastanowić. A najlepiej przeprowadzić eksperyment - jakkolwiek cynicznie by to brzmiało. Jeśli jesteś zwolenniczką takiego prawa - czy jesteś całkiem pewna, że nie jest ono tak naprawdę strzałem w stopę, który ma na celu tylko to, żeby część społeczeństwa czuła się dobrze (bo uchwaliła prawo, które “chroni życie”)?
***
Ale jeśli jesteś zwolenniczką prawa do aborcji na życzenie, to nie łudź się, że możesz spocząć na laurach. Chcesz, żeby kobiety mogły decydować o sobie i być szczęśliwe - tak? Czy jesteś całkiem pewna, że prawo, które na wszystko pozwala jest dobrą drogą?
A co jeśli prawo do aborcji będzie wykorzystane przeciw kobietom: “Chcesz pracować - usuń, przecież możesz”? “Odejdę od ciebie, jak nie usuniesz”?
A co jeśli kobiety, które nie chcą usuwać ciąży w trudnej sytuacji nie będą potrafiły znaleźć sił by nie zdecydować się na zabieg? Choć tak naprawdę uważają, że robią coś złego?
A co jeśli kobiety byłyby szczęśliwsze, gdyby nie musiały dokonywać trudnego wyboru? W wielu sytuacjach radość z jakiegoś wyboru psuje żal, że mogło się wybrać inaczej i myśl “co by było gdyby”.
A co jeśli na usuwanie ciąży będą się decydowały głównie kobiety świadome tego, jak trudne jest macierzyństwo albo przejęte losami planety, a osoby kompletnie nieodpowiedzialne nawet o tym nie pomyślą? Czy stworzymy w ten sposób dobre społeczeństwo?
***
Niezależnie od tego, jakie rozwiązanie prawne wydaje ci się lepsze, chciałabym żebyś zapamiętała, że:
  • To są dwie różne sprawy: czy aborcja jest zła i czy prawo zabraniające aborcji jest dobre. Dwa zupełnie osobne pytania.
  • Trzeba mieć pewność, że prawo nie będzie dawało przeciwnych efektów od zamierzonych: że na pewno zmniejszy liczbę aborcji albo że na pewno poprawi sytuację kobiet.
  • To że ktoś jest przeciwny zakazowi aborcji wcale nie musi oznaczać, że nie uważa aborcji za zło. Może po prostu oznaczać, że nie sądzi, by to prawo działało.
EDIT: w następnym wpisie przykład kraju, w którym legalizacja aborcji nie spowodowała zwiększenia ilości aborcji.

***
P.S. Firma ostatecznie odkryła, że kiedy wyeksponowali butelki z wodą, a słodkie napoje ukryli za mlecznym szkłem, to pracownicy zaczęli częściej wybierać zdrową opcję. Dodatkowo konsekwentne promowanie butelek wielorazowych zachęciło niektórych pracowników do picia wody z kranu (choć i tak częściej piją butelkowaną). Nie mam pojęcia czy to wnosi coś do tej analogii, ale myślałam, że Was zaciekawi :)

* Historia prawdziwa.







O ile nie napisano inaczej zdjęcia pochodzą ze strony https://www.pexels.com

Komentarze

Popularne posty

Strona na facebooku