Jak chodzić z dziećmi po górach

Mam kolegę. Dobrego kolegę, z którym często rozmawiam, którego opinie cenię i którego uważam za mądrego człowieka.
Tak się złożyło, że jego syn jest w wieku mojego syna, więc czasem nam rozmowy schodzą na tematy rodzicielstwa. Któregoś razu kolega się pochwalił, że zaczął już zabierać swoje dziecko na wyprawy po górach, bo jest wystarczająco duże.
Ja udałam, że puszczam tę uwagę mimo uszu, ale przy najbliższej okazji zaproponowałam rodzinie wycieczkę taką trochę alpejską. Moje dzieci mają odpowiedni osprzęt (o tym za chwilę), wycieczka nie była długa ani trudna, wszyscy lubimy takie klimaty, więc było bardzo fajnie. Syn dzielnie maszerował i ogólnie dawał sobie nieźle radę.
Przygodę powtórzyliśmy jeszcze parę razy.
A potem się okazało, że mój kolega mówiąc o zabieraniu syna na wycieczki miał na myśli noszenie go w nosidle po szlakach.
[Na zdjęciu: widok na ścieżkę w górach] Fieschralp.
***
Nie bądź jak Limotini. To, że ktoś twierdzi, że jego dziecko coś umie robić, nie oznacza, że Twoje powinno. Nawet jeśli w jego rodzinie to działa, niekoniecznie musi działać w Twojej.
Ale jeśli Ty lubisz chodzić po górach i Twoje dzieci też są chętne, to - już ostrzeżony - możesz posłuchać, co się sprawdza u nas. Moje dzieci mają teraz 4 ½  i 6 ½  lat, a poniższe punkty są aktualne już od roku.
***
  1. Długość trasy: 1-3 godziny. Pewnie wiesz, że długość trasy w górach podaje się nie w kilometrach, ale w godzinach - ile czasu średnio potrzeba na przejście danego odcinka. Moje dzieci są w stanie bez problemu przejść godzinną trasę (choć oczywiście zajmie to więcej czasu), a trzygodzinna wyprawa to jest maksimum i oznacza cały dzień na szlaku - da się, ale warto tylko, jak wszyscy są wypoczęci i jak nie trzeba się spieszyć.
    [Na zdjęciu: schronisko nad górskim jeziorkiem]
    "Ścieżka krasnoludków" (https://www.bannalp.ch/index.php/zwaergli) nad jeziorem Bannalpsee. Fot. T. Pylak.
  2. Długość trasy mnożę przez 2 ½ . Czyli na “godzinną” wyprawę rezerwuję trzy godziny, “trzygodzinna” wyprawa wymaga co najmniej siedmiu-ośmiu godzin. Dlaczego? Pamiętaj, że na trasie trzeba się zatrzymać i obejrzeć każdego motylka. Każdy dziwny kamień. Trzeba wejść do kałuży. Trzeba wyjaśnić historię spalonej chatki. Policzyć ślimaki. Przeczytać dziwny napis na skale. Pobawić się na placu zabaw. Innymi słowy: trzeba zrobić masę rzeczy, które zabierają czas, ale bez których cała ta wyprawa nie miałaby żadnego sensu. No i oczywiście trzeba zjeść obiad albo chociaż kanapki - i nie da się tego zrobić w biegu.
    [Na zdjęciu: alpejska łąka] Fot. T. Pylak.
  3. Ścieżki tematyczne. Dzieci dużo szybciej się nudzą niż męczą. To, co ciekawe dla dorosłych (jakie piękne widoki!) niekoniecznie musi być ciekawe dla malucha - a przynajmniej nie przez cały czas trwania wycieczki. Dlatego bardzo sobie cenimy ścieżki tematyczne dla dzieci, gdzie można iść od stacji do stacji i np. czytać o przygodach czarownicy albo krasnoludków. To bardzo dodaje energii!
    [Na zdjęciu: Miotła czarownicy na drzewie w lesie].
    "Ścieżka czarownicy" (http://www.wirzweli.ch/en/hiking/hiking-tips/the-witch-trail/). Fot. T. Pylak.
  4. Place zabaw. Warto sprawdzić, czy po drodze są jakieś atrakcje dla dzieci. Po całym dniu marszu my, rodzice, jesteśmy wykończeni, a dzieci zdają się ledwo stać na nogach. Ale na widok zjeżdżalni są gotowe zapomnieć całkowicie o zmęczeniu i pobiec pędem, a potem wspinać się na drabinki, jakby cały dzień leżały bykiem i nic nie robiły. I to jest właśnie czas, kiedy mamy i tatowie mogą spokojnie napić się herbaty.
    [Na zdjęciu: plac zabaw, w tle góry.] Fot. T. Pylak.
  5. Bezpieczeństwo. Nigdy nie chodzimy na trasy, gdzie jest duża ekspozycja (czyli przepaść), a jeśli z którejś strony ścieżki jest raczej stromo, to trzymamy dziecko za rękę albo pilnujemy, by szło drugą stroną. Nigdy też nie chodzimy, jeśli zapowiadana jest burza. Samego zmoknięcia się nie boimy - spacer w deszczu też może być fajną przygodą (raz wchodziliśmy na Uetliberg i cały czas padało - co oznaczało, że ścieżka była pełna ślimaków! Ale fajnie!)
  6. Dobre buty. Moje dzieci chodzą po górach w traperkach i są zadowolone. Oprócz ochrony stopy przed skręceniem, dodatkowym atutem jest nieprzemakalność - nie trzeba bać się kałuż ani strumyków. Warto pamiętać o kupowaniu butów odpowiednio większych - podczas chodzenia stopa potrzebuje trochę luzu, a dzieci rosną bardzo szybko.
  7. Plecaczki. Tutaj wielką pomocą służy nam przedszkole, które wymaga od dzieci noszenia plecaczków na wszelkie wycieczki. Ale i my trzymamy się tego mocno - inaczej mój plecak byłby wypchany po brzegi. Dzieci same noszą: zapasowe kurtki przeciwdeszczowe, polary i butelki z wodą. Ewentualnie można też im dorzucić sandałki, jeśli bierzemy je na drogę. Oraz wszelkie zabawki, które “koniecznie” trzeba wziąć ze sobą.
  8. Woda. Dzieci mają swoje butelki na wodę, z których mogą pić, kiedy tylko  są spragnione. Ale my pilnujemy, czy rzeczywiście piją i czy nie trzeba dobrać więcej i czy my sami mamy wystarczający zapas. Szczególnie jak jest gorąco.
  9. Ochrona przed słońcem. Na wycieczki trzeba chodzić w czapeczkach - kropka. Trzeba się smarować kremem.
  10. Pluszaki. Moje dzieci wszędzie zabierają swoich pluszowych przyjaciół ze sobą - i chętnie je niosą przez całą drogę. To, co ważne - żeby maskotkę dało się przypiąć np. do plecaka na wszystkich fragmentach trasy, które wymagają obydwu rąk wolnych (czyli prawie cały czas).
    [Na zdjęciu: dwa pluszowe pieski na łące]. Fot. T. Pylak.
***

A na koniec najważniejsze: wycieczki w góry z dziećmi to nie są tylko dorosłe wyprawy, na które zabieramy też dzieci. To jest okazja, by popatrzeć na świat z trochę innej perspektywy - nie zmarnujmy tego. To jest okazja, by obejrzeć każdy kwiatek, by zobaczyć, jak bardzo roślinność w górach różni się od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni w mieście (i jak niewiele wiemy o botanice). To jest okazja, by przyjrzeć się każdemu kamykowi, pooglądać “kryształy” (a czasem nawet kryształy), poszukać skamielin, docenić różnorodność kształtów i kolorów kamieni pod nogami (oraz przekonać się, jak niewiele wiemy o geologii). To jest okazja, by popodziwiać motyle (i ich cienie na ścieżce!), gigantyczne mrówki, żuki, pająki, ślimaki, żaby, larwy owadów i kokony (oraz uzmysłowić sobie, jak niewiele wiemy o zoologii). To jest wreszcie okazja, by pobyć razem, porobić coś wspólnie, porozmawiać, posłuchać.

Komentarze

Popularne posty

Strona na facebooku