Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę…

Pisałam wczoraj o tym, że jestem pro-life. Ale nie pisałam, co mnie skłoniło do powrotu do tego tematu.


Kiedyś w Internecie krążył taki tekst “Gdyby to mężczyźni zachodzili w ciążę, to aborcja byłaby sakramentem”. Wtedy wydawał mi się niestosowny - nie chciało mi się wierzyć, że mężczyzna patrzyłby na życie płodu inaczej. Niby dlaczego? Ktoś sobie coś ubzdurał, aborcja na pewno nie miałaby innego statusu, gdyby dotyczyła płci brzydkiej - tak sobie myślałam. Starając się być sprawiedliwa.
Niestety musiałam zweryfikować swoje poglądy. Natrafiłam bowiem na tekst religijny z dawnych czasów, który bardzo ładnie tłumaczył, jakie jest “męskie” podejście do aborcji. Posłuchajcie (opracowanie moje, żeby łatwiej było czytać archaiczny tekst):
Tak powiedział Wielki Bóg do Najwyższego Kapłana:
Gdyby kiedyś jakiś mężczyzna podejrzewał, że żona go zdradza, ale nie miał na to choćby cienia dowodu, a jedynie podejrzenia, to Ja, Wielki Bóg, to rozstrzygnę.
Nich przyprowadzi żonę niewierną do świątyni, nich ta kobieta stanie przede Mną, Wielkim Bogiem. A kapłan niech przygotuje miksturę przekleństwa i niech zmusi kobietę do wypicia tego gorzkiego napoju.
Jeśli kobieta była wierna i nie jest w ciąży - obrzydliwa czarodziejska mikstura nie przyniesie jej szkody, tylko sprawi olbrzymi ból.
Jeśli kobieta zaś zdradziła albo jeśli po prostu spodziewa się dziecka - przeszyje ją straszny ból, zacznie krwawić i już do końca życia będzie bezpłodną.
Takie właśnie prawo ustanowił Wielki Bóg, w przypadku gdy mężczyzna nie może udowodnić żonie, że ta go zdradza, a tylko ją podejrzewa. I sam Wielki Bóg rozstrzygnie tę kwestię - jeśli, rozpustna, była w ciąży, to spotka i ją, i poczęte dziecko, zasłużona kara. A mężczyzna będzie bez winy - i, co też ważne, będzie mógł się cieszyć swobodą i pewnością, że wszyscy jego potomkowie są naprawdę jego.
Tak właśnie mężczyźni uregulowali sprawę aborcji w tej kwestii, w której ich dotyczyła. Nie - uregulowaliby. Uregulowali. To jest prawdziwa religia i są kraje, gdzie ten tekst jest uważany za element Świętej Księgi. Bo, wiecie, życie jest święte. Ale nie wtedy, kiedy istnieje choćby podejrzenie, że poczęte dziecko mogłoby nie być moje.
Oczywiście, to nie jest obrządek, który ktokolwiek w dzisiejszych czasach stosuje. Ale niestety pokazuje, że kiedy w męskim interesie było usunięcie ciąży, to nagle aborcja stawała się “sakramentem” (no bo jak nazwać magiczną interwencję Wielkiego Boga?). Naprawdę.
Ale co ja gadam! Jaka aborcja! Słowa mają znaczenie. Aborcja to jest przerwanie ciąży za zgodą ciężarnej - dlatego, że z jakiegoś dla niej istotnego powodu nie chce, by płód rozwijał się w jej ciele. Ale zmuszenie kobiety do wypicia środka poronnego, to nie jest aborcja. To jest właśnie zabijanie nienarodzonego dziecka.  Tylko dlatego, że nie ma się pewności, kto je począł.
Piękne kombo uprzedmiotowienia kobiety i zabijania nienarodzonych! Jak to dobrze, że nasz rząd na innych księgach buduje swoje wartości i słucha podszeptów innego Boga - prawda?



Tekst źródłowy z którego korzystałam: link.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku