Jestem pro-life

Chciałam wrócić do tematu aborcji, bo nie jestem pewna, czy jedna sprawa była jasna: jestem pro-life. Zdecydowanie, całą sobą, jestem pro-life.
Mam w domu album ze zdjęciami USG moich dzieci. Czasem sobie oglądamy je wspólnie i patrzymy jak śmiesznie wyglądali wtedy, siedem miesięcy przed narodzeniem. Opowiadam im, co robili w brzuchu, które bardziej kopało. Najtrudniejsze jest wytłumaczenie im, jak to jest możliwe, że kiedyś ich nie było.
Jestem pro-life.
Uważam, że rozwój człowieka w łonie matki jest czymś niesamowitym i wspaniałym. Jeśli miałabym nazwać coś cudem, to właśnie to: przemianę dwóch kropeczek, mniejszych niż kłaczek kurzu na twoim ekranie, w żywe dziecko. Dziewięć miesięcy! Wiecie, ile trwa zlaunchowanie małego ficzerka w dużej firmie? No właśnie! A natura potrafi w niecały rok z dwóch nitek DNA stworzyć żywą, niezależną istotę, gotową ze wsparciem rodziców stać się świadomą i myślącą osobą. To jest tak niesamowite, że czasem aż się zatrzymuję w zachwycie gdy zaczynam się nad tym zastanawiać.
Pewnie, dałoby się z ciąży wyeliminować trochę uciążliwości. Ale sam proces uważam za piękny. Życie zarodka za wartościowe. Życie człowieka w tej fazie rozwoju ma sens, ma wartość, trzeba je chronić.
Jestem pro-life.
W aborcji nie ma nic pięknego. Aborcja nie jest żadną wartością. Potrafię sobie wyobrazić świat bez aborcji - i wcale mnie wizja z mojej wyobraźni nie przeraża. Gdyby udało nam się bez skutków ubocznych aborcję wyeliminować - jestem za.
Jestem pro-life.
Śmiech jest wartością. Radość jest wartością. Nadzieja jest wartością. Aborcja - nie. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś stworzyć świat bez aborcji - tak jak mam nadzieję, że będziemy kiedyś mieli świat bez zatruwania zębów, bez wycinania wyrostków czy dializy.
Jestem pro-life.
Ale jest granica, do której jestem gotowa bronić życia zarodka. Mogę wymagać od rządu, by rozsądnie gospodarował wydatkami, tak by sprawdnie działała służba zdrowia. Tak by kobieta w ciąży miała najlepszą możliwą opiekę. Mogę wymagać, by edukacja młodzieży stała na wysokim poziomie - tak, żeby jak najbardziej świadomie podejmowali decyzję o rodzicielstwie. Mogę wymagać, byśmy dbali o środowisko - żeby zapewnić odpowiednie warunki do powstawania i wzrostu nowego życia. Mogę wymagać, by ludzie się rozsądnie szczepili - tak, by dzieci w łonie matki nie były niepotrzebnie narażone na zarazki.
Wydaje mi się, że mogę wymagać - bo oddanie części pieniędzy z podatków, zastanowienie się przed zagłosowaniem na jakąś partię, powstrzymanie się od spalenia kalosza w piecu czy pamiętanie o szczepionce, to nie są duże wyrzeczenia w porównaniu z życiem człowieka, który ma się urodzić.
Ale nie chcę i nie mam zamiaru wymagać od kogoś, by oddał część swojego życia w imię życia zarodka. Uważam, że nie mam prawa zmusić kogoś do takiego wyrzeczenia. Uważam, że nie mam prawa decydować za kogoś, ile dzieci ma urodzić. Uważam, że urodzenie dziecka powinno być świadomą decyzją.
Jestem pro-life.
Ale to nie znaczy, że w obronie życia wszystko mi wolno.



(A jeśli chodzi o próbę zmiany prawa na bardziej restrykcyjne - nadal uważam, że ten kto jest NAPRAWDĘ pro-life, a nie tylko chce się dobrze poczuć, powinien zdecydowanie protestować).

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku