10 zadziwiających informacji o Szwajcarii

Pilatus, Szwajcaria. Fot. T. Pylak

Mój subiektywny wybór najdziwniejszych rzeczy w Szwajcarii. Kryterium było: ile razy musiałam je tłumaczyć osobom nowoprzybyłym do Helwecji. Nie żadne tam “kto jest prezydentem”, tylko sprawy, które nawet nie wiedziałam, że mogą być zorganizowane inaczej niż w Polsce.

Kalendarz adwentowy. Dzień 3.

1 Mieszkania nie mają numerów

Tylko bloki i domy mają numery, mieszkania - nie. W ogóle. Nawet jeśli mieszkasz w trzydziestopiętrowym wieżowcu, to i tak twój adres to Bahnhofstrasse 23. Korespondencja dostarczana jest w ten sposób, że listonosz dopasowuje nazwisko z koperty do etykietki na skrzynce. Goście korzystają z domofonu, zwykle dopytując się o piętro, na które powinni się udać.


2 Jeden klucz do wszystkiego

Wynajmujesz mieszkanie i dostajesz do ręki komplet dwóch albo trzech identycznych kluczy. A do domofonu? - pytasz. Ten sam. Do skrzynki pocztowej i piwnicy też. Ten sam klucz otwiera wszystkie pomieszczenia, do których powinieneś mieć dostęp.
(Nie jest to sztywna norma, ale bardzo częste zjawisko).

3 Pralka w piwnicy

Jeśli chcesz zrobić pranie, to nie tylko musisz zejść parę pięter niżej, ale na dodatek musisz czekać na swoją kolej! Jeśli masz szczęście, wystarczy zarezerwować sobie termin parę dni wcześniej. Ale w niektórych blokach trzeba koniecznie czekać na ten czwartek co dwa tygodnie, kiedy wreszcie możesz uporać się z całym w międzyczasie uzbieranym praniem.
(Coraz częściej zdarzają się mieszkania z własną pralką, ale jednak wciąż jest to wyjątek).

4 Bunkier w domu

Jeszcze do niedawna każdy nowo budowany dom musiał mieć odpowiedniej jakości bunkier (jeśli nie miał, inwestor musiał dopłacać do miejskich bunkrów, co najwyraźniej nikomu się nie opłacało). Teraz przepisy się trochę pozmieniały, ale schrony oczywiście zostały. Wygląda to tak:
Schodzisz do piwnicy. Niby wszystko wygląda jak zwykle, tylko droga do dalszych pomieszczeń wiedzie przez wąski korytarzyk z dwoma grubymi, betonowymi drzwiami, zamykanymi na “kierownicę”. W przedsionku może być informacja, ile ma trwać kwarantanna przed przejściem dalej (nie wiem - po co i dlaczego). Potem schron właściwy - z okienkami, które można zamknąć betonowymi okiennicami, odpowietrznikiem - i zwykłymi prywatnymi boksami piwnicznymi. Jakoś tak się inaczej patrzy na butelki wina, leżakujące na wbudowane w ściany półeczki. Jakoś automatycznie człowiek przelicza, na jak długo by tego dobra starczyło.


5 Woda z kranu

Woda z kranu nie tylko nadaje się do picia, ale też powszechnie jest pita. Idziesz w odwiedziny do znajomych i jak poprosisz o wodę, dostaniesz kranówkę. To normalne. Na szkole rodzenia tłumaczą, że po szóstym miesiącu należy dziecku podawać wodę z kranu.

6 Oficjalne worki na śmieci

System wywożenia odpadów działa w ten sposób, że kupuje się “oficjalne” worki na śmieci, w których cenie (ok. 2 CHF za sztukę!) już jest zawarta opłata za wywóz śmieci. Każda gmina ma swoje własne worki (albo czasem “znaczki”, takie nalepki, na zwykłe worki), w Zurychu są akurat białe z niebieskim napisem.
Jedną z konsekwencji takiego układu jest to, że nie opłaca się ich marnować. Jak coś nadaje się do recyklingu, to lepiej wyrzucić to do specjalnego (bezpłatnego!) pojemnika.

7 Gratis zum mitnehmen

Rzeczy leżą na ulicy. Dosłownie. Nie chodzi o samo zjawisko (bo wszędzie przecież zadarzają się ludzie, którzy mając coś niepotrzebnego wystawią koło kosza zamiast wyrzucić), lecz o skalę.Krzesła, stoły, talerze, garnki, szafki i materiały biurowe. Myślę, że w Zurychu można by w miesiąc umeblować mieszkanie korzystając tylko z tego, co ktoś wystawił na ulicę z karteczką “Gratis zum mitnehmen” czyli “Za darmo, do wzięcia”.
Do wystawiania rzeczy zachęca też punkt poprzedni - wyrzucenie niepotrzebnego czajnika w worku będzie kosztowało. Wystawienie przed dom z zachętą do wzięcia - jest za darmo. Win-win!

8 Nie ma twarogu

Szwajcaria jest krainą serem i czekoladą płynącą, ale nie raz i nie dwa spotykałam w sklepie nowo przybyłych Polaków z rozpaczą próbujących znaleźć zwykły twaróg. Nie ma. Jest serek wiejski, jest feta, jest włoska ricotta - a twarogu nie ma. Ten brak potęguje też nieobecność polskich sklepów, nawet w wydaniu “osobna polska półka w supermarkecie”.
Niektóre produkty spożywcze ukrywają się pod inną nazwą. Zamiast mąki ziemniaczanej można dostać tylko kukurydzianą, najpopularniejsza jest “Maizena” - to skrobia i to skrobia, więc nie ma różnicy. Śmietana 12% sprzedawana jest jako kwaśne mleko (Sauermilch), ale w kubeczku jest to samo. Kisiele i budynie nie są zbyt popularne, ale da się je dostać w tureckich sklepach albo w trochę innych lokalnych wersjach.
A twarogu nie ma.

9 Rodzaj “dzień dobry” zależy od liczby osób pozdrawianych

To, jakiego pozdrowienia powinno się użyć zależy od tego, czy mówimy do jednej osoby, czy do wielu.
Najpopularniejszym zwrotem jest “Grüezi!”, którego używa się przez cały dzień, rano można się przywitać mówiąc “(Guete) Morge”, a wieczorem “Geute-n-Abig”. Ale - uwaga! - tylko wtedy, kiedy mówimy do jednej osoby. Jeśli pozdrawianych jest więcej, trzeba koniecznie dodać na końcu “mitenand”. Inaczej wyjdziemy na niegrzecznych buców, którzy witają się tylko z sąsiadem ignorując jego żonę (a my się czujemy tacy uprzejmi i zintegrowani witając parę z naprzeciwka gromkim “Grüezi!”).
Myśmy się na to nacięli w drugą stronę. Tuż po przyjeździe miliśmy masę czasu, który z chęcią wykorzystywaliśmy na wędrówki po górach. Wszyscy nas (oczywiście, bo chodziliśmy we dwójkę) pozdrawiali słowami “Grüezi mitenand” - czym i my się rewanżowaliśmy.
Czasem tylko jakaś samotna pani z pieskiem patrzyła na nas jak na dziwaków - dopiero po czasie zrozumieliśmy dlaczego.

10 Dialekt jest bardzo różny od niemieckiego

Wszystkie informatory i przewodniki po Zurychu mówią oczywiście o tym, że mieszkańcy używają na co dzień dialektu. Nas jednak bardzo zaskoczyło, jak bardzo język ten różni się od “standardowego niemieckiego”.
Najdziwniej jest w tramwaju: niby ktoś rozmawia po niemiecku, a ty nie wiesz, o co chodzi! Tyle lat nauki języka na nic ;)

“Gasch go poschte?”, “Ich mues dich aalüte!”, “Ich ga go schaffe.”, “Bisch dihai?”, “Wotsch ga go luege?”

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku