Pochwała grzechu

Grzech to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych lub kościelnych. Ale pozwolę sobie trochę rozciągnąć tę definicję: dla nas grzechem będzie po prostu zrobienie tego, co w swoim sumieniu uważamy za złe. W ten sposób grzeszyć mogą i wierzący, i ateiści.

Insel Ufenau. Tysiącletni kościół, postawiony na prawdawnym miejscu kultu.

Ale zanim wytłumaczę się z click-baitowgo tytułu, pokażę parę obrazków, parę tekstowych ilustracji.
***
Kiedy człowiek się odchudza, to jego celem jest zobaczenie na wadze tych parę kilo mniej. Jednocześnie jednak postanowienie sobie: “W tym miesiącu schudnę 3 kg! Muszę!” wcale nie działa. Bo utrata wagi nie jest od nas bezpośrednio zależna. Jest masę czynników, które mają na nią wpływ i nie wszystkie mamy pod kontrolą.
Dużo lepszym podejściem jest popatrzenie, od czego waga najbardziej zależy - i pilnowanie tego czegoś. Można na przykład powiedzieć sobie “Będę jadła nie więcej niż 1500 kalorii dziennie.” - i to ma szansę zadziałać. (Oczywiście nie dla wszystkich będzie to dobra metoda odchudzania, ludzie są różni - ale nie o to chodzi w tej przypowieści).
To, ile kalorii już od nas zależy. Możemy na to wpływać. Możemy kontrolować. Możemy łatwo mierzyć, czy nam się udaje, czy nie.
Ale jeśli źle sobie ustalimy limit kalorii, to nic dobrego nie zyskamy - nawet jeśli się bardzo pilnujemy z jedzeniem. Bo możemy łatwo albo przytyć, albo wyniszczyć organizm - w zależności od tego, w którą stronę się pomylimy.
Chudnięcie jest celem. Ale liczenie kalorii jest drogą. Idąc do celu, patrzymy przede wszystkim, czy nie schodzimy na pobocze - ale od czasu do czasu musimy też zerknąć, czy naprawdę idziemy we właściwym kierunku.
***
Kiedy potrzebujemy się nauczyć języka obcego, to naszym celem jest umiejętność swobodnego prowadzenia rozmowy i zrozumienia docierających do nas komunikatów. Ale to jest cel.
Drogą jest poświęcanie codziennie (no, regularnie i często) odpowiedniej ilości czasu. “Nauczę się mówić po niemiecku” to bardzo nieskuteczne postanowienie. “Będę się codziennie uczyła pół godziny” daje nam dużo większe szanse powodzenia.
Oczywiście i tu warto pilnować, czy na pewno obrana metoda wiedzie nas w dobrym kierunku. Jeśli ktoś będzie się uczyć tylko słówek, daleko nie zajdzie. Jeśli zaniedba się wymowę, można mieć problemy nawet pomimo świetnej znajomości gramatyki.
***
Naszym celem jest czynienie dobra, zmienianie świata na lepsze. No dobra, celem wielu z nas :) To nie jest wcale łatwe do osiągnięcia. Nasza wiedza jest ograniczona, nie znamy wszystkich konsekwencji naszych czynów. Często też wybory przed którymi stajemy nie są oczywiste, obie (czy też raczej wszystkie trzy, cztery, pięć...) możliwości mają swoje wady i zalety.
Ważne, by się zastanawiać, co jest dobre, co ma większą szansę dać pozytywne rezultaty, który wybór w ogólnym rozrachunku będzie słuszny. Ważne by kształtować swoje sumienie.
Ale tak na co dzień, to liczy się właśnie to, jak często się tego sumienia słuchamy. A jak często grzeszymy.
I o tym chciałam pisać. Że grzech, pojęcie grzechu, jest bardzo fajnym narzędziem do mierzenia, jak sobie radzimy z zadaniem stawania się lepszym. To jest narzędzie myślowe, którego możemy użyć nawet, jak jesteśmy daleko od jakiegokolwiek kościoła i któregokolwiek boga. Bo to jest to, co jesteśmy w stanie mierzyć - jak często robię to, co uważam za dobre? Jak często jednak skręcam w stronę tego, co złe? Nie żeby się obwiniać, nie żeby się komuś tłumaczyć - tylko by samemu wiedzieć, gdzie jestem.
***
A jednocześnie grzech jest tak ściśle związany z sumieniem (czy też z naszym rozumieniem przykazań), że o tyle jest dobrą miarką, o ile nasze sumienie jest prawidłowo wykalibrowane.

Te dwie sprawy są więc ważne: dobrze ukształtowane sumienie i konsekwentne słuchanie go. Cel i droga. Obie trudne. Obie konieczne.*



* Nie miejcie złudzeń. W obu masa pracy przede mną.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku