Poczucie winy


Kiedy moja córka miała sześć lat, ruszał jej się mleczny ząb. Jak wszystkim dzieciom w tym wieku. Dwa już jej wcześniej wypadły i teraz leżały w specjalnym tajnym pudełeczku. Dużo rozmawiałyśmy o tym, jak to wkrótce dołączy do nich następny, i że będzie miała kolekcję wszystkich swoich mlecznych zębów, i że będzie mogła je kiedyś pokazać swoim dzieciom, jeśli kiedyś będzie te dzieci miała.

Wschód słońca nad Zurychem
Aż wreszcie nadszedł ten moment, że córka zawołała mnie z łazienki.
– Mamo! Mamo! Bąb bypadł! – krzyczała stojąc przed lustrem i z lekkim przestrachem patrząc na swoje krwawiące dziąsło. Ostrożnie zabrałam ząb i delikatnie położyłam na pralce. W zamian podałam jej kawałek czystego papieru toaletowego, żeby zatamowała rankę. A potem nowy kawałek, i jeszcze jednen. Krwi nie leciało dużo, ale po każdej kropelce córka wolała odłożyć prowizoryczny tampon i korzystać z nowego. Na pralce uzbierała się cała kupka ubrudzonych papierów. Zwinęłam je więc w kulkę i wrzuciłam do toalety.
Spuściłam wodę.
W momencie, kiedy wszystko już spłynęło a baniak napełniał się z sykiem nową wodą zerknęłam na pralkę i uświadomiłam sobie, że jest całkiem pusta. Nie ma na niej zęba.
Spuściłam mleczny ząb!
Starannie obejrzałam podłogę pod pralką. Zajrzałam do wnętrza muszli klozetowej. Za pralkę. Za muszlę. Pod rolkę papieru. Nic. Nie było innej możliwości, ząb spłynął do kanalizacji.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mi było głupio! Taki ząb jest jedyny w swoim rodzaju. To nie jest coś, co można pójść do sklepu i odkupić. Na dodatek to było coś bardzo dla córki ważnego, miała na jego temat wielkie plany. Czekała na niego, wreszcie wyrwała nie bacząc na ból. A ja go spuściłam w toalecie!
Oczywiście, jak jej o tym powiedziałam, rozpłakała się, a potem na mnie zezłościła.
Słusznie.
A ja ją przepraszałam, przytulałam i mówiłam, jak bardzo było głupie to, co zrobiłam. Że powinnam była więcej myśleć, lepiej się zastanowić. A po głowie tylko mi krążyła myśl, że zrobiłam coś strasznego, czego nie da się odwrócić.
I wtedy włączyło mi się myślenie. To, że mi jest głupio jest w tym momencie naprawdę mało ważne. To jak JA się czuję, nie ma w gruncie rzeczy żadnego znaczenia. Tak, popełniłam błąd, ale teraz, w tym momencie nie ten błąd jest najważniejszy. I wzięłam się w garść.
Powiedziałam, już na spokojnie, że przepraszam i że nie zrobiłam tego specjalnie. Że rozumiem, że jest jej smutno i jest zła. A potem zaczęłam rozmawiać o czymś innym i obojętnym - żeby mogła się uspokoić i na chwilę odwrócić myśli od nieszczęsnego zdarzenia. A jak temat powrócił, opowiedziałam historię niedoświadczonej wróżki Zębuszki, co to zapomniała, że zębów nie można zabierać, a już na pewno nie zaraz, jak tylko wypadną. Jeszcze raz spokojnie powtórzyłam, że smutne rzeczy się zdarzają i że czasem ważne rzeczy giną. I że to normalne, że człowiek się na to złości czy rozpacza. Ach, żeby tak można było uniknąć roztrzepanych mam i głupiutkich wróżek!
Nie wiem, na ile dobrze to rozegrałam, nie wiem nawet, czy jakiekolwiek działania z mojej strony były konieczne. Rano córka znalazła pod poduszką błyszczącą monetę, ucieszyła się - i na tym sprawa się skończyła.
To co wiem, to że dla mnie zmiana myślenia nie była łatwa. Przestawienie się, że żal na to, co zrobiłam jest dużo mniej ważny, niż moje zachowanie w tej sytuacji. Że nieistotne, jak bardzo mi głupio - liczy się, jak to naprawię.
***
Dla mnie liczenie kalorii jest bardzo skuteczną metodą odchudzania. Jednym z powodów jest to, że uwalnia mnie od poczucia winy. Idę do kuchni i zjadam czekoladowe ciasteczko. Pokusa jest zbyt duża, serio, nie da się obojętnie przejść obok paczki pysznych ciasteczek. Ale to nie jest nic złego. Wpisuję do dziennika dodatkowe 50 kcal - i na tym koniec. Nie jest ważne, że zjadłam coś słodkiego (może nawet to dobrze, to JEST ważne, by robić coś przyjemnego dla siebie). Liczy się to, czy ostatecznie w planie dnia będą się kalorie zgadzały. Czyli że na przykład na kolację zjem jednak ten plasterek sera mniej.
I wiecie co? Jedzenie słodycze bez poczucia winy zmienia odchudzanie w dużo przyjemniejsze!
***
Pisałam parę dni temu o silnej woli - na podstawie filmiku, który obejrzałam dawno temu i który nadal jest dla mnie ważną wskazówką. Naukowcy potwierdzili, że poczucie winy nie ułatwia, ale wręcz utrudnia osiągnięcie celu. Jeśli popełnimy błąd, jeśli postąpimy niezgodnie z naszym planem, nawet jeśli zrobimy coś złego - to wyrzuty sumienia wcale nie pomogą. Poczucie winy nie pomaga, bo nie jest ważne, jak ja się czuję - ważne jest, co z tym zrobię. Dużo lepiej jest powiedzieć sobie: “Trudno, stało się.” - i dalej dążyć do celu.
To, że poczucie winy nie jest wcale takie dobre, jak się powszechnie wydaje, wcale nie oznacza, że możesz np. krzywdzić ludzi i nic sobie z tego nie robić. Oznacza tylko tyle, że lepiej, żeby to jak TY się czujesz nie przeszkadzało ci w naprawieniu błędów. Nie chodzi o to, by zło nazywać dobrem - tylko żeby bardziej skupiać się na robieniu dobra (czy realizowaniu swoich planów, czy na czymkolwiek tam nam akurat w danej chwili zależy), niż na rozpamiętywaniu zła.
***

Jeśli zabłądziłeś, to lepiej dla ciebie gdy skupisz się na mapie, a na żalu nad straconym czasem.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku