Poniedziałek

Był poniedziałek. Wczesnym rankiem pojawiłam się w pracy, przeczytałam poranną porcję maili - i mnie dopadło. Ale ja jestem głupia! Wszyscy inni w moim projekcie są tacy mądrzy, wszystko rozumieją, tyle wiedzą - a ja nawet nie mam pojęcia, co dokładnie znaczą słowa, których oni używają. Jeden gość pojawił się w zespole parę dni temu, a już zdążył skonfigurować uprawnienia w naszym projekcie, dodać opcje sprawdzania typowych błędów, zarejestrować w serwisach testujących… Wszystko to, co powinno być w projekcie zrobione, a o czym ja nawet nie pomyślałam! Ale ja jestem głupia! I te wszystkie drobne poprawki - skąd on wiedział, że tak a nie inaczej będzie lepiej? A teraz czeka mnie przygotowanie miejsca na przechowywanie danych. Ale jak skonfigurować balancer? Gdzie te dane mają siedzieć? Niby jest napisane, że na wszystkich kontynentach i w trzech zonach PCR, ale mnie te słowa nic nie mówią! Skąd mam wiedzieć, na jakim kontynencie jest ta konkretna maszyna z danymi? To jest coś, na czym się zupełnie nie znam! Aaaa! Jaka ja jestem głupia!

Bruno Weber Park, Dietikon koło Zurychu

Przez parę godzin siedziałam przed komputerem, a w pustej głowie krążyły tylko te cztery słowa “Ale ja jestem głupia!” odbijając się głucho od wnętrza czaszki. Nie byłam w stanie nic zrobić. Każde zadanie mnie przerastało. Patrzyłam na słowa “balancer” i “PCR zone” i wiedziałam z całą pewnością, że przecież nie zgadnę, czego dotyczą. Nie ma siły. Nie wiem - i już. Do niczego się nie nadaję.
Przed obiadem musiałam jeszcze pójść załatwić pewną krótką sprawę w okolicy. Szłam sobie chodnikiem wzdłuż osiedlowej ulicy i nagle mnie tchnęło. Gdyby moja córka była w takim beznadziejnym nastroju jak ja - co bym jej powiedziała? Że przecież nie jest głupia. Że przecież to normalne, że się pewnych rzeczy nie rozumie. Że to fajnie i dobrze mieć w zespole bardziej doświadczonych ludzi, bo można się od nich wiele nauczyć. Że często pewne rzeczy wydają się trudniejsze, niż w rzeczywistości są. Że przecież wie, gdzie szukać pomocy - zna całą masę ludzi, do których może podejść i poprosić “Wytłumacz!”. Że przecież zna - choć może teraz nie pamięta - sposoby, żeby się dowiedzieć. Że nie jest głupia.
Ale przede wszystkim - że to nie ma żadnego znaczenia, czy jest głupia, czy nie. Że to zupełnie nieważne, czy koledzy z Tokio, z którymi pracuje, są mądrzejsi. Czy nawet, że kolega który tydzień temu zaczął staż wie więcej.
Bo punktem odniesienia nie są inni. Punktem odniesienia jestem ja, która siedzę całe przedpołudnie wpatrzona tępo w komputer. Punktem odniesienia jestem ja, którą myśl o własnej głupocie blokuje do tego stopnia, że nie jest w stanie nawet wyszukać odpowiedzi na proste pytania. Punktem odniesienia jestem ja, która nie robi nic, bo wydaje jej się, że wszystko ją przerasta.
Cokolwiek zrobię w tej sytuacji, będzie lepsze od stanu wyjściowego. Będzie lepsze od nie robienia niczego.
Zjadłam obiad. Wróciłam do biurka. Otworzyłam dokumentację balancera. Śliczna, jasna i klarowna dokumentacja, co się rzadko w mojej pracy zdarza. Sprawdziłam dokładnie definicje. Przeczytałam wyjaśnienia na temat nadawania uprawnień, bardzo szczegółowo opisujące nasz konkretny przypadek. Wysłałam parę maili z pytaniami o wyjaśnienia. Przedstawiłam reszcie zespołu w skrócie plan zmian, które chcę zrobić i poprosiłam o komentarze.
Do końca tygodnia zrozumiałam jak działają ze trzy systemy (które wcześniej znałam tylko z nazwy), skonfigurowałam co trzeba i uzyskałam odpowiedzi na wszystkie tajemnicze pytania. Żadna z tych rzeczy nie była trudna. Wymagały tylko i wyłącznie przeczytania instrukcji.
Parę dni później dostałam od kierowniczki maila, że bardzo jej się podoba mój styl pracy.
***
1. Czasem pomaga popatrzenie na siebie jak na osobę, którą kochasz, na której ci zależy i za którą czujesz się odpowiedzialna.

2. Nie porównuj się z innymi. Porównaj to, ile możesz osiągnąć nie myśląc o tym, jaka jesteś głupia, z tym ile byś osiągnęła patrząc tępo w ekran.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku