Strach

Od kilku lat już różni lekarze doradzali mi usunięcie połamanego zęba. W końcu więc postanowiłam wziąć byka za rogi i ten ząb wyrwać. Ogólnie do dentysty chodzić lubię, z moją obecną panią stomatolog dobrze się dogaduję, więc była to raczej kwestia dowiedzenia się szczegółów, ustalenia terminu itd. Wreszcie klamka zapadła: w czwartek za tydzień, o 13:00.

Bruno Weber Park, Dietikon koło Zurychu

I w tym momencie zaczęłam się bać. Najpierw troszeczkę, potem coraz mocniej. Na dwa dni przed operacją już o niczym innym nie mogłam myśleć. Dzień wcześniej poprosiłam dzieci, żeby mnie przytuliły, bo się boję (nie pomogło, ale było super miłe). W czwartek rano miałam wrażenie, że trzęsę się ze strachu.
Przyszłam do pracy, zorientowałam się, że nie jestem w stanie się skupić. Wpisałam w wyszukiwarce “co robić jak się boję” i wyskoczyło mi parę wyników. Przeczytałam jedną ze stron (chyba , po angielsku, ale głowy nie dam). I nie wiem co się stało. Pamiętam tylko, że - zachęcona tym, co wyczytałam - wyobraziłam sobie, co będzie jeśli nie pójdę do dentysty. Wyobraziłam sobie siebie, jak odwlekam te wizyty i odwlekam, aż wreszcie, jako bezzębna staruszka, tłumaczę wnukom, że zęby mi wypadły, bo się bałam. I ta wizja mnie naprawdę przestraszyła.
Kiedy się czegoś boję, to tak bardzo łatwo jest mi wyobrażać sobie to wszystko co może pójść nie tak. Że jak wyrwę ząb, to: będzie bolało, będą jakieś komplikacje, że się okaże, że to pomyłka i zaufałam złej lekarce, że będę miała więcej kłopotów z zębem wyrwanym niż połamanym.
Bardzo ciężko jest mi przeskoczyć na inne tory. Wyobrazić sobie, co będzie jak tego NIE zrobię. To jest dla mnie strasznie trudne, bo myśli pchają się w jedną, konkretną stronę. Ale jak już spróbowałam…
Strach zniknął. Całkowicie. Jak ręką odjął. Nie chodzi o to, że jakoś tam rozumowo się przekonałam, że bardziej się boję tego, że się nie wezmę za swoje zdrowie, niż samego zabiegu. Nie tylko rozumowo, całkowicie, globalnie. Wszystkie te fizyczne objawy tego, że człowiek się boi - zniknęły. Nic mi się nie trzęsło. Nie mdliło mnie. W pełnym skupieniu pisałam kod. Spokojnie zjadłam obiad. Z uśmiechem poszłam do dentystki.
Bolało. Były komplikacje. Ale mam to dawno za sobą. Zostało mi to magiczne doświadczenie strachu, który zniknął - i nie pojawił się nawet pomimo konieczności brania ibupromu przez parę dni. Jest w tym trochę ironii, że coś, co w sumie było trudnym i nieprzyjemnym doświadczeniem nie wymagało ode mnie odwagi - bo nie potrzeba odwagi, jak nie ma strachu do pokonania.
***

Nie umiem kontrolować swojego strachu. Ale chciałam sobie zapamiętać tę historię, żeby w razie potrzeby przypomnieć sobie, że strach jest we mnie. Że strach nie może być dla mnie wymówką. Że czasem strach wynika tylko z tego, że widzę jedną stronę - a kiedy popatrzę na drugą, to jest jasne, że robię słusznie i że nie ma się czego bać - bo druga strona jest straszniejsza.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku