Dopamina

Poszłam z dziećmi do centrum handlowego po jakieś drobne sprawunki. Kartka pocztowa? Prezent dla kogoś? Obiecana książka? Już nie pamiętam. A w Sihlcity jak zwykle skusił nas sklep z zabawkami. Jakie śliczne klocki! Wow, jakie super samochodziki! I te pluszaki takie słodziutkie! O, zobacz mamo, figurki! Małe lwiątko. I źrebak. I króliczek. Jakie śliczne! Kupisz nam? Kupisz? One są takie ładne!

Bruno Weber Park, Dietikon koło Zurychu

Nie miałam w planach nic kupować, ale w sumie dlaczego nie? Skoro dzieci tak bardzo chcą? Cóż może być milszego niż sprawienie przyjemności małym dzieciom? Miałam w portfelu wystarczająco dużo pieniędzy, więc się zgodziłam. Mogą po jednym zwierzaku. A dwa? Mamo, a możemy dwa? Nie, każde po jednym. Wybierzcie.
Wybrali. Zapłaciłam. Wróciliśmy do domu. Nawet nie wyjęli figurek z mojej torby. Zapomnieli. Zajęci dobranocką, kolacją, kąpielą, wrócili do swoich starych pluszaków i zabwek.
***
Nasz organizm jest tak skonstruowany, że gdy widzimy coś, co wydaje nam się atrakcyjne, powoduje to automatyczny zastrzyk hormonu (dopaminy), która pobudza obszar w mózgu, odpowiedzialny za nasze pragnienie czegoś i pcha nas do zaspokojenia tego pragnienia.
To jest to uczucie, które czujemy widząc ładne buty na wyprzedaży. (50%! tylko dzisiaj!) To jest to uczucie, kiedy widzimy sklep pełen zabawek. Albo ubrań. Albo książek. Albo czekoladek.
To jest to uczucie, które pchało naszych przodków, by widząc czerwone jabłko na drzewie pokonali strach przed wysokością, przestali myśleć o czekającym w jaskini partnerze, przestali kalkulować, czy się opłaca - tylko wspięli się po gałęziach i zanurzyli zęby w słodkim i pełnym witamin owocu. A ci, którzy stali na dole, patrząc obojętnie na “super okazję” (dojrzały owoc! tylko dzisiaj! kto pierwszy ten lepszy! promocja tylko do wyczerpania zapasów), no cóż. Wygląda na to, że nie doczekali się wystarczającej ilości potomków.
Część działających na nas bodźców jest bardzo prosta: zapach świeżego chleba, widok fragmentu nagiego ciała, posmak słodkości. Ale większość to bardzo skomplikowany proces szybkiego przetwarzania danych. Obraz przed oczami, przeczytana informacja, zapach: czy to jest coś, co jest “atrakcją”? Czy to jest coś co lubię, czego potencjalnie potrzebuję? Czy to jest coś co zawsze będzie dostępne, czy też trzeba działać szybko? Czy to jest osiągalne? Czy wstępne szacowanie mówi, że mogłabym teoretycznie to zdobyć?
Te wszystkie obliczenia dokonują się w naszej głowie w ułamku sekundy. Wielu z Was pewnie nie ruszy widok świeżutkiej cielęciny za Fr.30/kg. Nawet nie pomyślicie, że cokolwiek w waszym otoczeniu może być kuszącego. A osobę gotującą w Szwajcarii domowe obiadki może zalać fala dopaminy. Podobnie widząc Maybacha za połowę ceny nie wszyscy poczujecie się kuszeni. Dla większości z nas albo taki samochód nie jest atrakcją sam w sobie, albo cena, nawet po zniżce, nie pozwala traktować “okazji” poważnie.
I tak jak bodźce, kuszenie, są indywidualne, to i sposób zaspokojenia pragnienia też nie jest ustalony, a zależy od okoliczności. Co innego trzeba zrobić widząc soczysty owoc nad głową, co innego znajdując norę królików, co innego obserwując, że atrakcyjna dla nas osoba właśnie pokłóciła się z dotychczasowym partnerem. Każda z tych “okazji” wymaga innej reakcji - choć prawie zawsze pcha nas, żeby coś zrobić.
Kiedyś psychologowie nazywali dopaminę “hormonem przyjemności”. Bo ktoś podejmuje jakieś działania nawet za cenę ryzyka czy kosztem jakichś przyszłych korzyści, to znaczy że musi to lubić… Serio? Przypomnijcie sobie swoje ostatnie “kuszenie” - śliczną sukienkę na wystawie, ostatnią w Twoim rozmiarze. Promocję w księgarni, że jak kupisz komplet sześciu książek tego autora, to jedna z nich jest gratis. Ciasteczko. Ta niepewność, zrobić, nie zrobić, wcale nie jest przyjemna. To napięcie, że muszę to mieć, że koniecznie powinnam to zdobyć, wcale nie jest miłe. Zdecydowanie to nie jest przyjemność. To jest złudzenie, które można by raczej opisać jako obietnicę przyjemności - jak się uda. Tyle, że ta obietnica jest iluzją - nam się wydaje, że wtedy będzie nam dobrze. Czasem jest. Ale to nie jest reguła.
Ten mechanizm jest nam bardzo potrzebny. Ludzie, u których zaburzone jest wydzielanie dopaminy, tracą ochotę do życia. Nie wystarczy rozumowo wiedzieć, że warto zjeść jabłko. Potrzebujemy jeszcze takiej wewnętrznej chęci, by je zjeść. By się ruszyć, wyciągnąć rękę i coś zrobić. Potrzebujemy tej obietnicy radości, która nas pcha do działania.
Nie chodzi więc o to, by walczyć z dopaminą czy z konstrukcją swojego mózgu. Ten sprawdzony przez dziesiątki tysięcy pokoleń algorytm w większości przypadków dobrze działa.
Ale warto czasem sobie przypomnieć, że tak to działa. Że mamy wpływ na to, co jest dla nas “atrakcją”. Że mamy wpływ na to, jak zaspokoimy nasze pragnienie. I przede wszystkim: że to że teraz, w tej chwili, czujemy, że tylko to coś da mi szczęście, nie oznacza, że to jest to, czego rzeczywiście chcę. Czasem to może być tylko uczucie.
***
Jesteśmy na spacerze na Starym Mieście. To musi być jeszcze w tych czasach, kiedy Franz Carl Weber, słynny zuryski sklep dla dzieci, miał swoją siedzibę na rogu Rennweg i Bahnhofstrasse.
– Mamo, możemy wejść? Możemy? Tylko pooglądamy.
– Wejdźmy. Słuchajcie, jak zobaczycie coś ładnego, to mówcie, a ja zrobię zdjęcie. Dobra?
– A możemy kupić?
– Dzisiaj nie. Ale będę fotografować, tylko mi powiedzcie co.
Oglądamy. Samochodziki, lalki, puzzle. Mamo, mamo! Chodź! Zrób zdjęcie tego transformersa! Mamo, zobacz jaki słodziutki piesek, mogę mieć z nim fotkę? Możesz.

Wychodzimy, trochę zmęczeni. Łapiemy tramwaj do domu. Dobranocka, kolacja, kąpiel. Do zdjęć zabawek już nigdy nie zajrzeli.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku