Sałatka owocowa

Był wieczór. Weronika siedziała na kanapie, czytając swoje notatki z botaniki. Niestety, co chwila natrafiała na jakieś zdanie, którego nijak nie mogła zrozumieć i musiała szukać w grubaśnej książce co też Gąsienica mogła mieć na myśli. W sumie Weronika nie była pewna, czy problem był w tym, że wykładowczyni mówiła głupoty, czy w tym, że ona sama źle zapisywała jej słowa.
– Ej, czy pomidor jest owocem? jej brat, Paweł wystawił głowę przez drzwi kuchni. Od piętnastu minut dość hałaśliwie tam urzędował, przygotowując coś, co miało być dla niej niespodzianką z okazji imienin.
– Jest – Weronika odpowiada z uśmiechem i wróciła do czytania o różnicy między roślinami jedno i dwupiennymi.
– A cytryna? – usłyszała po chwili.
– Też! – odparła od razu i wróciła do zgłębiania tajemnic roślin.
– Ta-dam! – Paweł wreszcie wyszedł z kuchni, na tacy niosąc dwie salaterki z deserem. – Sałatka owocowa. Specjalnie zrobiłem, bo kiedyś pisałaś, że lubisz.
Weronika odłożyła na bok książki i uśmiechnęła się z wdzięcznością. To miłe, że pamiętał!
Na miseczce leżały pokrojone różne owoce, na nich bita śmietana i polewa czekoladowa. Podniosła łyżeczkę i spróbowała. Pierwszy kęs był niczego sobie, ale drugi…
– Pfuuu! Dlaczego to takie kwaśne? – spytała zaskoczona.
– Co? Niedobre? – spytał z niedowierzaniem i sam spróbował. Od razu wypluł. – Okropne! – wykrzyknął.
– Co dodałeś? – spytała, w sumie domyślając się odpowiedzi.
– Nic nie dodałem! Same owoce! Truskawki. I pomidory, i jagody. I cytryny. Tak było w przepisie!
– Naprawdę? Było napisane, żeby dodać pomidory i cytryny?
– No, było napisane żeby zmieszać dowolne owoce. Sama mówiłaś, że to owoce!
– Mówiłam. Tylko że…


***

Wiecie, co poszło nie tak? Co najmniej dwie sprawy są warte naszej uwagi.
Po pierwsze, mówiąc “owoc” możemy mieć na myśli różne rzeczy. Jeśli szukamy czegoś do jedzenia, to przez owoc będziemy rozumieć słodką część rośliny dobrą na przekąskę po obiedzie. Jeśli akurat zajmujemy się botaniką, to owocem będzie dla nas część rośliny, w której są nasiona.
Tak się akurat składa (nie do końca przypadkiem), że najczęściej jeśli coś jest owocem w jednym sensie, to jest też w drugim. To trochę niebezpieczne, bo bardzo łatwo zapomnieć, że owoc_kulinarny i owoc_botaniczny to są tak naprawdę różne pojęcia i dać się zaskoczyć pomidorowi. Pomidor jest owocem_botanicznym, ale nie jest owocem_kulinarnym (no, chyba że pojedziemy do Hiszpanii, ale to inna historia).
Po drugie, łatwo zapomnieć, że są wyjątki. Owoce (kulinarne) mają wiele wspólnych cech. Kusi, żeby pozwolić sobie na uogólnienia typu “owoce są słodkie”. Są - ale nie wszystkie, vide: cytryna. Cytryna nie jest słodka, ale nie mamy wątpliwości, że jest owocem: jest bardzo podobna do czegoś innego, co wiemy z całą pewnością, że owocem jest (czyli do pomarańczy). Poza tym wystarczy ją mocno posypać cukrem i już można jej używać jak innych owoców - na przykład robiąc tartę.


Jest taki mechanizm, że jak człowiek ma problem, który jest trudny do rozstrzygnięcia, to zamienia go na inny, którego rozwiązanie jest prostsze - w nadziei, że odpowiedź na łatwiejsze pytanie będzie taka sama jak na to bardziej skomplikowane. Tylko że niestety czasem zapominamy, że to są dwa różne problemy i że niekoniecznie odpowiedź musi być ta sama. Taka zamiana, trudnego na łatwe, może zajść w naszej głowie zupełnie bez naszego świadomego udziału.
Tak jak w historii powyżej, Paweł przeczytał w przepisie o “dowolnych owocach” i otworzył lodówkę. Pytanie, które go nurtowało to: “czy pomidor pasuje do sałatki owocowej”. Ale to nie jest łatwe pytanie (a odpowiedź na wcale nie jest jednoznaczna - może są jakieś sałatki, do których pomidor pasuje?), poza tym nie mógł tego pytania zadać siostrze bez psucia jej niespodzianki. Zadał więc pytanie całkiem inne: “czy pomidor jest owocem?” - i uzyskał na nie odpowiedź eksperta. Odpowiedź prawidłową - ale nijak się nie mającą do problemu, z którym przyszło mu się zmierzyć.


***
Dlaczego o tym piszę?
Bardzo często w dyskusjach nad dopuszczalnością aborcji widziałam argument: “Naukowcy są zgodni, że życie człowieka zaczyna się od poczęcia, więc przerwanie ciąży jest morderstwem”.
Widzicie, co tu jest nie tak? To trochę tak, jakby Paweł powiedział “Moja siostra studiująca biologię mówi, że pomidor jest owocem, więc można dodać pomidora do sałatki owocowej”.


Mówiąc “człowiek” możemy mieć na myśli (co najmniej) dwa pojęcia. Pierwsze to biologiczne “osobnik gatunku Homo sapiens w dowolnym stadium rozwoju”, a po drugie “ktoś taki jak ja, podobnie myślący, czujący i podobnie zbudowany”. Oba te pojęcia w zdecydowanej większości przypadków się pokrywają. W przypadku płodu mamy trochę taką szarą strefę: z biologicznego punktu widzenia to jest rozwijający się człowiek. Czy jednak myślimy o trzytygodniowym zarodku “to ktoś taki jak ja”? Może. Ale nie wszystkim przychodzi to naturalnie, większość z nas po prostu rozumowo wie, że z tej zamazanej kuleczki na USG kiedyś wyrośnie “ktoś taki jak ja”.
Zapominamy też o problemie cytryny - czyli o wyjątkach. Ile potrafiłabyś ułożyć zdań zaczynających się od “Każdy człowiek … “ tak, żeby były prawdziwe także dla ludzkiego embrionu? Za to pewnie się zgodzisz, że człowiek nie może się podzielić na dwie, osobne i niezależne osoby, na dwóch ludzi - prawda? Nie może - i już. To chyba oczywiste? A zapłodnione jajeczko - już nowy człowiek - może. Tak właśnie powstają bliźnięta jednojajowe.
Każdy człowiek ma miejsce urodzenia, imię, narodowość, mózg itd: a embrion może zniknąć bez śladu parę dni po poczęciu i nikt nawet nie będzie wiedział, że był. Bez paszportu, bez jednej myśli, bez obecności w ludzkiej świadomości.
Wiemy, że “Nie zabijaj!” odnosi się do każdego człowieka - tak samo jak “dodaj dowolny owoc” odnosi się do każdego owocu. No chyba, że uwzględnimy, że są wyjątki i różne definicje.


Problem jest znowu taki, że zadajemy niewłaściwe pytanie. Nie chodzi o to, czy pomidor jest owocem - tylko czy pasuje do sałatki. Nie chodzi o to, czy płód jest człowiekiem - tylko ile jest warte jego życie.
To jest bardzo ważne: to są dwa zupełnie niezależne pytania.
Popatrzcie:

Andżelika uważa, że płód nie jest człowiekiem, ale przerwanie ciąży jest dokładnie takim samym złem, jak zabicie człowieka (na przykład dlatego, że ograniczenie losowości reprodukcji doprowadzi do wyginięcia naszego gatunku).
Barbara myśli, że płód nie jest człowiekiem, ale aborcja jest troszeczkę zła (na przykład ze względu na wpływ na psychikę matki).
Dominika uważa, że płód nie jest człowiekiem, a przerwanie ciąży jest moralnie obojętne.
Edyta myśli, że płód jest człowiekiem i że aborcja jest niedopuszczalna w żadnym przypadku.
Franciszka uważa, że płód jest człowiekiem, ale w pewnych okolicznościach można przerwać ciążę (tak jak oczywiście nie kwestionujemy człowieczeństwa żołnierzy wrogiej armii, ale walkę z najeźdźcą często uważa się za prawo albo i nawet obowiązek atakowanych).
Genowefa myśli, że płód jest człowiekiem, ale uważa, że aborcja jest zawsze dopuszczalna. (Dziwi Was ten scenariusz? Znam ludzi którzy uważają, że można zabić włamywacza - nie dlatego, że nie jest człowiekiem, tylko dlatego, że wszedł na mój ogródek.)


Widzicie - odpowiedź na pytanie “czy płód jest człowiekiem” nie daje nam automatycznie odpowiedzi na pytanie “czy aborcja jest zła”. Bo zamienienie trudnego pytania na łatwiejsze - da nam odpowiedź na inne pytanie.

Uważasz, że aborcja jest zła? Dlaczego? Nie - nie pytam, czy płód jest człowiekiem - tylko skąd wiesz, że nie jest takim wyjątkiem jak cytryna w sałatce owocowej?

Uważasz, że aborcja jest dopuszczalna? Dlaczego? I nie, argument że nie jest to zabicie człowieka nie jest wystarczający. Jest wiele przestępstw równie poważnych jak morderstwo - dlaczego uważasz, że ten czyn nie jest?




To wcale nie jest łatwe pytanie. Ale przynajmniej to jest właściwe pytanie.



Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony https://www.pexels.com




Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku