Złudzenie optyczne (wersja pełna)

Czy niebieska ściana jest z tyłu czy z na górnym boku sześcianu? Czy potrafisz zobaczyć obie wersje?
A znasz taki filmik, na którym widać zarys tańczącej baleriny? W którą stronę się kręci - w prawo, czy w lewo?

https://www.youtube.com/watch?v=2RSsoTJA6cA
Popatrz przez chwilę. Jak myślisz? Niektórzy widzą jedną wersję, inni drugą. Spróbuj się przestawić, spróbuj sprawić, że zacznie tancerka zacznie się obracać w drugą stronę. Mruganie czasem pomaga. Ale i tak nie jest łatwo.
***
Pewnie ciężko ci będzie uwierzyć, ale tak jest też z naszym patrzeniem na kwestię aborcji. Jeśli widzimy ją na jeden sposób, to BARDZO ciężko jest wyobrazić sobie, że ktoś widzi ją w inny. A jak ktoś nam narysuje linie dla jednej wersji, zaznaczy najważniejsze punkty (o tak jak zostało to pokazane dla obu stron w przypadku iluzji z tancerką), to w ogóle nie dopuszczamy do siebie myśli, że inny sposób patrzenia na sprawę jest dopuszczalny.
***
Wcześniej już wspominałam, że pytanie o aborcję tak naprawdę zawiera w sobie trzy niezależne pytania:
  1. Czy jeśli JA jestem w niechcianej ciąży, to mam prawo ją usunąć?
  2. Czy mam prawo przeszkodzić komuś w usunięciu niechcianej ciąży?
  3. Jak powinno wyglądać prawo państwowe w tej kwestii?
Dziś będzie tylko o tej drugiej kwestii: czy mamy (moralne) prawo zabronić komuś usunięcia niechcianej ciąży.
Kiedy mamy do czynienia z niechcianą ciążą, to możemy wyróżnić kilka przypadków:
  1. ciąża zagraża życiu matki
  2. ciąża jest wynikiem gwałtu
  3. kobieta po prostu nie chce być w ciąży
  4. płód jest chory/uszkodzony
Pierwszy przypadek - choć bardzo smutny - jest prosty. Życie przeciw życiu, na dodatek nie da się uratować płodu poświęciwszy życie matki. To jest przypadek, w którym praktycznie wszyscy są zgodni, że aborcja powinna być dopuszczalna. “Martwa nie urodzę”.
Dzisiaj porozmawiamy tylko o tym drugim przypadku - ciąża z gwałtu. Tak, wiem że to przypadek szczególny. Tak, wiem, że można by mi zarzucić skupianie się na skrajnościach. Chcę jednak od tego zacząć, by móc za tydzień odpowiedzieć na pytanie, czym to się różni od sytuacji typowej aborcji “na żądanie”.
Dlatego dzisiaj mówimy tylko o przypadku, kiedy kobieta znalazła się w ciąży całkowicie wbrew własnej woli.
***
Przez chwilę jednak zapomnijmy o ciążach.
Wyobraź sobie, że jesteś lekarzem w niedofinansowanym szpitalu. Masz w tym miesiącu pieniądze na tylko jeden lek: możesz wybrać albo taki, który uratuje życie małego dziecka, albo taki, który skróci komuś o rok uciążliwą (ale do zniesienia) chorobę. Co wybierasz?
Wyobraź sobie, że kierujesz rozpędzonym pociągiem. Przed tobą rozwidlenie. Na jednym z torów leży przywiązany człowiek, przy drugim stoi jakaś osoba tak blisko, że na pewno ją potrącisz (ale raczej nie zabijesz). Nie zdążysz wyhamować. Możesz tylko wybrać, na który tor skręcisz. Co wybierasz?
Organizujesz wspólną zbiórkę pieniędzy na dwa cele. Orientujesz się, że środków wystarczy jednak tylko na zrealizowanie jednego. Możesz albo zasponsorować operację ratującą życie albo urządzenia ułatwiające komuś roczną rehabilitację. Co wybierasz?
Jesteś strażakiem i podczas pożaru możesz asystować tylko jednej osobie przy ucieczce z płonącego budynku. Możesz pomóc dziecku, które inaczej zginie. Możesz pomóc nastolatkowi, który bez twojej pomocy połamie sobie nogi. Tylko jednej osobie. Co wybierasz?
Jesteś nauczycielem. Możesz tego wieczora albo pomóc uczennicy, która sama nie da rady zdać do następnej klasy i prawdopodobnie wyleci ze szkoły, albo uczniowi, który stoi o krok od samobójstwa i jeśli zostanie bez towarzystwa, może targnąć się na swoje życie. Komu poświęcisz swój czas? Co wybierasz?
Niezależnie od tego, co myślisz na temat aborcji, podejrzewam że w każdym z powyższych przypadków wybrałeś opcję która ratowała jedno życie kosztem czyjegoś cierpienia. Mam nadzieję, że tak wybrałeś. Taki jest nasz naturalny odruch, to jest w nas mocno zakodowane (i dobrze!). Jeśli masz tylko dwie opcje do wyboru, musisz wybrać mniejsze zło. Cierpienie ograniczone w czasie i “do zniesienia” jest mniejszym złem od czyjejś śmierci.
To oczywiste, prawda? Czytaj dalej.
***
Wyobraź sobie, że jesteś lekarzem w niedofinansowanym szpitalu. Pacjentka zdobyła lek, który może jej skrócić o rok chorobę. Czy masz prawo zmusić ją by oddała ci ten lek, aby uratować życie dziecka?
Rozpędzony pociąg pędzi prosto na człowieka przywiązanego na torach. Wiesz, że nie zdąży wyhamować. Czy masz prawo wepchnąć pod pociąg przechodnia (raczej nie umrze), wiedząc że w ten sposób wyhamujesz pęd i uratujesz to drugie życie?
Organizujesz zbiórkę pieniędzy na ratowanie czyjegoś życia. Czy masz prawo ukraść pieniądze z innej zbiórki, które darczyńcy przeznaczyli na ułatwienie życia osobie przechodzącej roczną rehabilitację?
Jest pożar. Czy masz prawo zmusić syna sąsiadów, żeby ratował dziecko, które zostało w budynku, ryzykując, że chłopak połamie sobie nogi skacząc?
Jesteś nauczycielem, widzisz, że jeden z twoich uczniów jest na granicy samobójstwa. Czy masz prawo zmusić uczennicę, by spędziła przy nim wieczór dotrzymując mu towarzystwa, wiedząc, że dziewczyna przez to zawali rok i będzie musiała zmienić szkołę?
Niezależnie od tego, co myślisz w sprawie aborcji, pewnie w powyższych przypadkach wybrałeś opcję “nie mam prawa”. I dobrze. Mam nadzieję, że tak wybrałeś. Bo wiemy, że nie możemy ratować czyjegoś życia kosztem czyjegoś wyrzeczenia. Nie możemy zmusić postronnej osoby, żeby poświęciła siebie (swój czas i swoje zdrowie) dla ratowanie czyjegoś życia.
***
Zaraz, nie tak szybko. Czym właściwie różnią się sytuacje opisane powyżej? Przeczytaj je raz jeszcze - jakie są różnice między tymi parami? Nieduże, prawda? Czasem jedyna różnica to to, jak wyobrażamy sobie naszą rolę w tej sprawie. Albo czy jesteśmy świadomi tego, że druga strona nie chce się poświęcić - czy mamy poczucie, że ją zmuszamy. Albo czy przychodzą nam na myśl jakieś inne możliwe opcje. Często ta różnica jest tylko w naszej głowie.
Z aborcją jest tak samo.
Jeśli wydaje nam się, że to jest nasz wybór, że możemy albo poświęcić życie płodu, albo cierpienie matki - to powinniśmy wybrać życie.
Jeśli wydaje nam się, że musimy zmusić kogoś do urodzenia - to widzimy wyraźnie, że tego nie wolno nam zrobić. Nie w tej sytuacji, o której mówimy.
Jeden z powodów, dla których tak ciężko się o aborcji rozmawia, to fakt, że jak już się któryś ze sposobów patrzenia wybierze, to bardzo ciężko jest się przestawić na inny. Tancerka kręci się w lewo? Możesz się dowolnie długo przyglądać filmikowi i cały czas widzieć, że tak jest. I nie będziesz rozumiał, o co ktoś ma do ciebie pretensje - przecież wyraźnie widzisz, jak jest!
Ale to nie tak, że możemy sobie wybrać, którą interpretację wolimy. OBIE są w jakimś stopniu prawdziwe. Dlatego ta sytuacja jest taka trudna i dlatego tak wiele ludzi ma problem z jej rozstrzygnięciem.
***
Spróbuj przez moment przestawić się na myślenie “drugiej strony”.
Jeśli uważasz, że nikt nie ma prawa przerwać ciąży, nawet w przypadku gwałtu: popatrz na tę sytuację od strony przymusu. Czy masz prawo zmusić kogoś, by cierpiał po to, żebyś ty mogła uratować czyjeś życie?
Jeśli uważasz, że każdy ma prawo przerwać ciążę z gwałtu: popatrz na tę sytuację od strony trudnego wyboru między ratowaniem człowieka, który mógłby się urodzić a cierpieniem kobiety. Czy masz prawo nie ratować tego zarodka?
To, co chcę pokazać, to że sposób rozumowania osób, które myślą inaczej niż ty wcale nie musi być całkowicie bez sensu.
***
NIE jesteśmy w sytuacji wyboru między życiem i cierpieniem (trudne ale oczywiste).
NIE jesteśmy w sytuacji wyboru, czy możemy kogoś zmusić do poświęcenia (trudne ale oczywiste).
JESTEŚMY w sytuacji, gdy musimy wybrać, która z powyższych interpretacji jest lepsza. Czy powinniśmy zastosować zasadę “Broń życia” czy zasadę “Nie zmuszaj”? Obie zasady są ważne. Obie są potrzebne. Wcale nie jest oczywiste, którą należy wybrać.
***
Piszę o tym jak trudny jest to wybór - bo trzeba pamiętać, że nie jest to wcale łatwa do rozstrzygnięcia kwestia - ale przecież większość z nas już zna odpowiedź. W tym konkretnym przypadku o którym mówimy - w przypadku ciąży z gwałtu, ciąży na którą kobieta nie miała żadnego wpływu - większość ludzi zgadza się, że kobieta powinna mieć wybór. Nawet niektóre osoby uznające aborcję za poważne zło.
Myślę, że jest tak dlatego, że ogólnie w społeczeństwie oprócz silnego poczucia, że ochrona życia jest konieczna, jest też bardzo silny sprzeciw wobec zmuszania kogokolwiek do, nawet choćby i szlachetnych, akcji wbrew jego woli. Jeśli więc ktoś jest w stanie zobaczyć sytuację na oba sposoby, raczej nie jest skłonny przyznać sobie prawa do powstrzymania zgwałconej kobiety przed aborcją.
Jako społeczeństwo generalnie zgadzamy się, że nie można nikogo zmuszać do poświęceń w imię tego, że MY chcemy kogoś ratować:
  • Nie możemy nikogo zmusić oddania 450 ml krwi (10 minut bezbolesnego i nieszkodliwego dla zdrowia zabiegu).
  • Nie możemy nikogo zmusić do oddania narządów (nerki itp.) za życia.
  • Nie możemy nikogo zmusić do oddania narządów po śmierci - nie możemy użyć jego narządów, jeśli wcześniej wyraził sprzeciw.
  • Nie możemy nikogo zmusić do oddania złotówki na ratowanie chorego (wyjątek: podatki).
  • Nie możemy nikogo zmusić do zaopiekowania się chorym, który nie jest jego podopiecznym.
  • … i tak dalej
W tym kontekście zmuszanie kogoś do ciąży i porodu wydaje się nieproporcjonalnie nie na miejscu.
***
Spróbuj pobawić się w spojrzenie na tę kwestię z dwóch stron - nawet jeśli masz już wyrobione zdanie na ten temat. Spróbuj - zobacz jak ciężko jest przyjąć argumenty “przeciwnika” kiedy widzicie ten problem na różne sposoby.
Wiele innych spornych kwestii ma podobną strukturę: można spojrzeć na nie jako próbę zmuszenia kogoś i jako wybór pomiędzy życiem a poświęceniem. Ciekawe, ile takich potrafisz znaleźć? Umiesz je zobaczyć z obu stron?
***

Ale oczywiście to działa tylko w tym, szczególnym, przypadku. Co z przypadkiem ogólnym - kiedy kobieta miała wpływ na to, że jest w ciąży? Czym się jej sytuacja różni? Zapraszam za tydzień!






Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku