Są dwa rodzaje odwagi

Na ławce przed moim domem siedziała starsza pani. Było wczesne lato, ciepło. Widziałam tę panią wieczorem, widziałam rano. Chciałam podejść, zapytać, czy czegoś jej nie trzeba. Chciałam jej kupić w kiosku kanapkę i kawę. Ale było mi głupio. Bałam się.
Wracałam wieczorem z dziećmi do domu. Gdy czekaliśmy na tramwaj widziałam, jak pijany facet zaczepia kobietę. Wymachując butelką namawia, by się z nim umówiła. Kobieta w milczeniu patrzyła w chodnik. Chciałam do niej podejść, zagadać o czymś obojętnym, którym tramwajem dojadę na Bramę Portową albo czy wie jakie nocne jeżdżą na dworzec. Ale miałam dwójkę maluchów ze sobą. Bałam się.

Bruno Weber Park, Dietikon koło Zurychu

Są dwa rodzaje odwagi. Czasem coś powinniśmy zrobić, ale wiąże się to z realnym ryzykiem - można naprawdę oberwać. A czasem jedyne, co ryzykujemy, to że będzie nam głupio - nic więcej.
Tylko że od środka, kurka wodna, to wygląda dokładnie tak samo. Pokonanie strachu jest trudne, niezależnie od tego, czy jest “prawdziwy”, czy “tylko w naszej głowie”. Bo to taki sam strach.
Ale warto się siebie samego spytać: “co ryzykuję?”. Co mogę stracić, jak coś pójdzie nie tak? Bo jeśli chodzi tylko o to, że się ośmieszę - to może warto się ćwiczyć? Może to, co chcę zrobić wcale nie wymaga odwagi?
***

To pisałam ja, która nie umiałam się zachować w żadnej z wymienionych sytuacji. Ale wczoraj udało mi się pokonać strach i zadzwonić do hotelu żeby zarezerwować nocleg. Jest postęp. Mogłoby być lepiej.

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku