Dwie perspektywy

 Krzysiek poszedł rano po bułki i wracając do domu zorientował się, że ma za moment szalenie ważną zawodową telekonferencję. Wbiegł więc pędem do mieszkania, pieczywo zostawił na kuchennym stole, kurtkę rzucił byle gdzie i zniknął w swoim pokoiku, który służył mu zarówno za sypialnię, jak i za domowe biuro.

W tym czasie Złodziej zauważył szeroko otwarte drzwi, ostrożnie zajrzał do mieszkania i świsnął stojący na brzegu kuchni nowiutki czerwony czajnik.

W listopadzie 1939 rok Związek Radziecki napadł na Finlandię. To prawda, że Finlandia nie chciała się zgodzić na łagodne prośby pokojowego oddania części ziem, ale oprócz tego jedyną jej winą było posiadanie granicy troszkę zbyt blisko Leningradu. Finlandia broniła się dzielnie, od państw zachodnich dostając jedynie obietnice, ale żadnej realnej pomocy (skąd my to znamy!). Wygrać się nie dało, ale udało się nie dopuścić do okupacji. Przez kolejne lata drugiej wojny światowej jeszcze parokrotnie oba państwa się ścierały.

Po wojnie Finlandia skupiła się na utrzymywaniu przyjaznych stosunków ze Związkiem Radzieckim. Pomimo złych doświadczeń oficjalni urzędnicy traktowali sowieckiego sąsiada jak najlepszego przyjaciela i odmawiali zacieśniania stosunków z Europą Zachodnią, a obywatele ofiarnie jeździli moskwiczami i powstrzymywali się od krytyki komunizmu.

W czasie pandemii Żona przerzuciła się z jednego na trzy etaty. Wciąż pracując w wyuczonym zawodzie - zdalnie - jednocześnie całkowicie ogarniała - zdalną - szkołę dzieci i zajmowała się domem, który w związku ze zmianą trybu pracy wymagał nagle dużo więcej sprzątania, organizacji i gotowania. Mąż skupił się na swojej pracy, łagodził stress oglądaniem meczy wieczorami, aż w końcu miał już dość tych wszystkich obostrzeń i zrobił żonie awanturę, że mu ciągle te same obiady gotuje, a w ogóle to przecież mogłaby i jego skarpetki wyprać, skoro wrzuca do pralki swoje i dzieci ubrania.

Żona załatwiła termin na terapię małżeńską (co nie było łatwe, bo pandemia zdecydowanie zwiększyła popyt) i dodała do swoich obowiązków czwarty etat: nauczenie męża empatii i pomoc w poukładaniu sobie priorytetów w trudnym czasie, żeby mogli wkrótce wspólnie zmagać się z dodatkowymi obowiązkami.

***

Złodziej nie miał prawa zabrać Krzyśkowi czajnika. Nawet jeśli drzwi były otwarte. Nawet jeśli kusił swoją czerwoną nowością. Nie miał prawa, i już! Nie ważne, czy zawsze marzył o czerwonym czajniku. Nie ważne, że pokusa na widok skarbu na wyciągnięcie ręki była zbyt wielka. To, co zrobił było złe, i już.

Związek Radziecki nie miał prawa atakować Finlandii. Nawet jeśli strategicznie mu się opłacało. Nawet jeśli leżało to w jego politycznych interesach. Ani w czasie drugiej wojny światowej nie miał prawa ruszać ze swoją armią, ani po wojnie nie miał prawa politycznymi gierkami i utajoną przemocą zmieniać obcego kraju w Socjalistyczną Republikę. Nie miał prawa. Jeśli to zrobił, gdyby to zrobił, to byłoby złe.

Mąż nie miał prawa robić awantury. Powinien zauważyć, że przez rok zaniedbał rodzinę, że przerzucił wszystkie prace na partnerkę, że nie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Pomimo że stresował się sytuacją, w której nagle się znalazł, nie miał prawa zamykać oczu na potrzeby bliskich. Powinien szukać pomocy, jeśli nie radził sobie z rzeczywistością. A w szczególności nie miał prawa narzekać na żonę, że niewystarczająco dobrze zaspokaja jego potrzeby.

***

Sytuacja Krzyśka i Złodzieja, Związku Radzieckiego i Finlandii, Żony i Męża nie jest symetryczna.

Wybór krzywdzącego jest prosty: nie ma prawa tego robić. I już. Nie ma prawa kraść, napadać, awanturować się. Tu nie ma miejsca na wątpliwości, na wyjątkowe okoliczności, na szczególne przypadki. Kiedy mówimy, że nie powinni tego robić, to znaczy tyle, że takie postępowanie byłoby moralnie złe.

Sytuacja pokrzywdzonego jest dużo bardziej złożona. On może wszystko. Ma prawo - ale nie musi. Może - ale niekoniecznie to jest najmądrzejsze rozwiązanie. W zależności jaki jest jego cel, różne działania mogą być mniej lub bardziej skuteczne. Ale ma moralne prawo zachować się w dowolny sposób. Kiedy mówimy, że coś “powinien zrobić”, to oznacza tylko tyle, że pewne działania mogą pomóc mu uzyskać określony efekt. Ale nie znaczy, że to jedyne moralnie słuszne rozwiązanie, albo że postąpienie inaczej będzie złe.

***

Jeśli Krzysiek chce mieć święty spokój, to może (“powinien”) pamiętać o zamykaniu drzwi, kupić przez internet nowy czajnik i zapomnieć o sprawie. I to będzie w porządku.

Ale jeśli zależy mu bardziej na sprawiedliwości i na tym, by każdy mógł się czuć bezpiecznie - to może zgłosić sprawę na policję, może domagać się ścigania winnego, może włączyć się w akcję “Otwarte drzwi nie są zaproszeniem do kradzieży”. I to też będzie w porządku.

Finlandia miała prawo oczekiwać, że jej granice pozostaną nienaruszone. Miała prawo się bronić, a po latach walki miała prawo być na Związek Radziecki zła, obrażona, zerwać wszelkie kontakty i spluwać na widok ambasadora. Miała prawo przyjąć pomoc od Zachodu i odbudować swoją gospodarkę, nie oglądając się na sąsiada ze Wschodu. Obywatele mieli prawo cieszyć się autami importowanymi z innych kapitalistycznych krajów i pisać w gazetach dowolnie oburzone artykuły.

Gdyby Finlandii zależało bardziej na honorze narodowym albo na przyjaźni z krajami Zachodnimi, to mogła zerwać stosunki dyplomatyczne z ZSRR. Mogła narazić się na ryzyko stania się zależną Republiką. Mogła narazić się na lata za Żelazną Kurtyną. Finlandia miała prawo to zrobić.

Ale Finlandia wybrała niepodległość. O to była gotowa walczyć, nawet jeśli ceną było uniżenie się wobec niedawnego agresora, nawet jeśli wymagało dyplomatycznych akrobacji, nawet jeśli odbierało jej szansę pomocy finansowej z innej strony. Nawet jeśli ograniczało trochę swobody obywateli. Ale niezawisłość była dla niej na tyle ważna, że wolała poświęcić inne (też ważne) wartości, by jej nie stracić. I miała prawo to zrobić.

Żona miała prawo się obrazić. Miała prawo powiedzieć “dość”, miała prawo domagać się, by mąż się zmienił. Miała prawo siedzieć i czekać, kiedy on wreszcie zauważy, że postępuje źle. Albo odejść i poszukać osoby, która ją doceni. I to byłoby w porządku.

Mogła też wziąć na siebie odpowiedzialność za związek, spróbować go wzmocnić i dalej wspierać osobę, którą kocha i z którą chce spędzić resztę życia, niezależnie od tego, jak ocenia jej zachowanie. I to też jest w porządku.

***

Jak zostaniemy skrzywdzeni, to czasem dobrze jest usłyszeć, że wina leży całkowicie po drugiej stronie.

Ale czasem brzmi to, jakby ktoś mówił: nie powinieneś nic z tym robić, to ta druga strona ma obowiązek naprawić sytuację. Nie powinieneś szukać rozwiązania, nie powinieneś iść na kompromis, nie powinieneś pozwalać, by ta druga strona dyktowała ci co masz robić. Takie słową mogą boleć.

Niezależnie bowiem od tego, kto zawinił, możemy kontrolować tylko własne postawy i zachowania. Nie możemy zmusić kogoś innego, by zmienił swój sposób myślenia, by poczuł się winny, by zechciał nam coś wynagrodzić.

Jak zostaniemy skrzywdzeni, to czasem dobrze jest usłyszeć, jak można najlepiej poradzić sobie w tej sytuacji.

Ale czasem to brzmi, jakby ktoś mówił: powinieneś w przyszłości bardziej uważać, powinieneś przebaczyć, powinieneś zapomnieć, powinieneś być milszy i bardziej przyjacielski. Takie słowa mogą budzić bunt.

Bo czasem ciężko jest wyczuć, że to “powinieneś” ma znaczyć “byłoby dla ciebie lepiej”. A czasem to rozwiązanie wcale nie pasuje do naszych celów, nie rozwiązuje naszych problemów - choć być może dla innej osoby byłyby to idealne porady.

***

Musimy pamiętać, że są dwa, bardzo różne, sposoby patrzenia na krzywdzącego i ofiarę. Możemy patrzeć z perspektywy sprawiedliwości. Co kto miał prawo robić. Czego nie wolno było robić, choćby nie wiadomo jakie się miało wymówki.

Osoba, która postąpiła źle, zwykle potrzebuje usłyszeć tylko ten kawałek.

Możemy też patrzeć z perspektywy “tu i teraz”: co ja mogę zrobić, żeby dalej było lepiej. Żeby już więcej nie zostać skrzywdzonym, albo żeby uratować pewne wartości, które są dla mnie ważne. Niezależnie od tego, kto jest winny.

Takie spojrzenie może pomóc osobie skrzywdzonej, szczególnie jeśli wie, że ma prawo postąpić tak, jak chce. Ale to ta osoba, i tylko ta osoba, może powiedzieć sobie, co powinna. Wszyscy inni mogą jej tylko dobrze życzyć, ale to ona dokonuje wyboru, co będzie słuszne.



P.S. Zainspirowane analizą historii Finalndii z książki "Upheaval" Jareda Diamond.

Komentarze

Popularne posty

Strona na facebooku