Moje świadectwo

Jeśli się nad tym zastanowić, to jestem w gruncie rzeczy osobą bardzo religijną. Lubię rozmawiać o religii, ciekawią mnie zarówno kwestie moralne jak i rozwój życia duchowego. To, w co wierzę, jest dla mnie ważne. Bardzo potrzebuję, by moje wyobrażenie o świecie było zgodne z tym, czym żyję na co dzień.


Przy okazji pewnej rozmowy - już spory czas temu - spisałam sobie pewne ważne dla mnie wspomnienie. W literaturze religijnej często pojawia się element nawrócenia jako wewnętrznego przewrotu, jako bardzo mocno przeżywanego olśnienia. Wielu świętych tego doświadczyło. Ze zdziwieniem odkryłam, że ja również mam na swoim koncie takie przeżycie. Poniżej możecie je przeczytać. Tak, celowo jest stylizowany na typowe “świadectwo”. Wybór słów jest świadomy. Ale niezależnie od formy, treść się zgadza. Treść jest bardzo moja.
Moje świadectwo
Doskonale pamiętam moment, kiedy to się stało - kiedy świadomie podjęłam decyzję by uwierzyć, by przyjąć tę nową perspektywę patrzenia na rzeczywistość. Choć teraz dziwne mi się wydaje używanie słowa uwierzyć - bo wiara zakłada jakąś nieracjonalność, a ja mam w sobie mocne wewnętrzne przekonanie, że to prawda, że to rzeczywistość która JEST naprawdę, a nie tylko w mojej głowie.
Stałam w kuchni i rozmawiałam na jakieś obojętne tematy i nagle ktoś rzucił uwagę - komentarz, który słyszałam już tysiąc razy. I który już wiele razy sama obracałam w myślach. Ale właśnie w tamtej chwili ten komentarz był potrzebny, żebym nagle zaczęła myśleć w całkiem inny sposób. Wiem, że sam argument był bardzo słaby, ale dla mnie był jak brakujący element układanki.
To nie było łatwe. Nagle okazało się, że muszę zmienić trochę rzeczy, które od dzieciństwa uważałam za oczywiste. Zmienić swój sposób myślenia o paru sprawach. O modlitwie, o życiu wiecznym, o tym, jak być dobrą, o tym co jest w życiu najważniejsze. Ale nie było to wcale takie trudne, jak myślałam, że będzie. Bo na każdym kroku widziałam, że to jest słuszne. Widziałam, jak ten nowy sposób myślenia ma dużo więcej sensu. Widziałam, jak ta nowa perspektywa pozwala mi lepiej rozumieć mnie samą, lepiej rozumieć świat. Rzeczywistość przestała być niezrozumiała i groźna - stała się zachwycająco piękna i niesamowita, prosta. Czułam się jak osoba, która próbowała zrozumieć istotę chorób, i nagle dowiedziała się o wirusach i bakteriach. Jak osoba, która starała się zrozumieć zależność między cechami dziecka i rodziców i nagle dowiedziała się o genetyce. Albo jak wtedy, gdy słyszysz piosenkę z dzieciństwa i orientujesz się, że to nie jest “fama dama skła oki doki pa” tylko “Follow the Moskva to the Gorki Park”. Jakby nagle ktoś otworzył jakieś drzwi w twoim mózgu i wszystko nabrało sensu.
Teraz, kiedy na to patrzę, widzę, że to był proces. Kilka, może nawet 10 lat modlitwy, rozważań, rozmów. Niby cały czas byłam blisko tej decyzji, ale wciąż jeszcze próbując w głowie starych schematów. Niby przeczuwając, że dobrze byłoby zacząć myśleć w nowy sposób, ale trochę bojąc się jasno powiedzieć “Tak, ja chcę!”
Ale kiedy wreszcie odważyłam się sobie powiedzieć w środku kim jestem, od razu wszystko stało się lepsze. Zniknął niepokój. Zniknął strach. Została prawda.
To nie jest tak, że teraz wszystko jest jasne i proste i oczywiste. To nie jest tak, że nie przeżywam emocjonalnych problemów - ale jak się pojawiają, to wiem, gdzie szukać pomocy i nie idę w błędne ścieżki. To nie jest tak, że automatycznie stałam się dobra - ale wiem, czemu upadam, wiem czemu nie umiem wytrwać w dobru i wiem, gdzie szukać ku temu sił. To nie jest tak, że rozumiem całkiem świat, materialną rzeczywistość - bo nie rozumiem, bo wiele jest pytań, na które nie znam odpowiedzi.
Ale widzę, że ta droga, którą idę, jest dobra. Pewnie, czasem pojawia się pokusa, żeby pójść na łatwiznę. Że może to kosztuje za dużo wysiłku, że może łatwiej byłoby po prostu sobie odpuścić. Ale to nie jest tak, że mogę. Bo to byłoby powiedzenie sobie, że chcę żyć w kłamstwie - człowiek nie podejmuje świadomie takich wyborów. Nawet gdyby chciał.
Moje “olśnienie” (ale lepszym określeniem byłoby: świadome podjęcie decyzji) miało miejsce wiele lat temu, ale przez cały ten czas nie widziałam ani jednej sytuacji, która zachwiałaby moje przekonania. Przeciwnie - wszystko zdaje się potwierdzać, że to był słuszny wybór. Prawda może być trudna, ale prawda JEST. I życie można opierać tylko na prawdzie, inaczej zejdziemy na manowce.
KONIEC


***
Nie wiem, czy czujesz to, czytając moje wspomnienia - ale to naprawdę było silne przeżycie. Nawet teraz, czytając, uśmiecham się na samą myśl.
I wiesz, co jest trudne? Pamiętać o tym, że tak właśnie wygląda moment, kiedy spójny i sensowny ułoży ci się w głowie. Moment, kiedy życie wydaje się być logiczne i podlegać jakimś regułom. Moment, kiedy twoje rozumowanie wydaje się nie mieć luk.
Niestety, to nie oznacza, że ten obraz w głowie naprawdę jest sensowny i spójny. Niestety to nie oznacza, że świat jest logiczny i regularny. Oraz - ach, jaka szkoda! - wcale nie znaczy, że w twoim rozumowaniu nie ma luk.
Takie piękne olśnienia, momenty nawróceń i poczucia, że rozumie się wreszcie tajemnicę Wszechświata, są ważne. Dodają sił, motywują, pozwalają wytrwać w dobrych postanowieniach. Ale nie są dowodem na nic. To, że czuję, że poznałam prawdę, nie oznacza, że rzeczywiście choćby o prawdę się otarłam. To może też oznaczać, że mój umysł jest na tyle ułomny, że nie zauważa bardzo nawet rozległych “białych plam”.
***

Bardzo jestem ciekawa, co myślisz. Czy poszłabyś za takim olśnieniem? Jak wielką byś do niego przywiązywała wagę? Czy umiałbyś powiedzieć sobie: to tylko uczucia, nadal trzeba prawdy szukać, a nie żyć pewnością, że się ją znalazło? Moim zdaniem to trudne. Jak Ty myślisz?

Komentarze

Popularne posty

Inne ciekawe blogi

Strona na facebooku